Zakończenie
Pisząc o mieszkańcach Wygonu
W ten sposób tych ludzi uwiecznić chciałem
Dzieciństwo swoje z nimi spędziłem
Wśród nich dorosły się stałem

W wyobraźni ich widzę bardzo rozrzewniony
Po nieszporach idą gromadkami po ceglanej drodze
Przystają by z kumami zamienić słów kilka
Wodę z sokiem i sodą wypijają tak na jednej nodze

Starsi na piwo do piwiarni Cudyka wchodzili
Po dużym kuflu złocistego płynu z beczki wypijali
Czasem dyskusja trwała trochę dłużej
Żony bez mężów nigdy do domu nie wracały

Dziś za tych ludzi do Boga modlitwę zanoszę
To był naród prosty niewykształcony uczciwy
Wieczne odpoczywanie racz im dać Panie
Daruj im Boże wszystkie winy o to Ciebie proszę

Mój Szczebrzeszyn
Jaki urok w sobie posiadasz
Mieścino mała znad Wieprza rodem
Dążą ku tonie ludzie młodzi z nadzieją
Że z wiejskich karbów ich wyswobodzisz
Tutaj się żenią tutaj budują
Tu zakładają swoje rodziny
Dziecinne wózki zagęszczają chodniki
Handel rozkwita nie bez przyczyny
Okrasą miasteczka są młode mężatki
Zadbane szczęście z ich twarzy tryska
Ubiory ich godne litości
Krańcowe wymiary noszą
Delikatnością nie imponują
Swoim wyglądem i zachowaniem zwierzynę wokół płoszą
Mąż idzie przy nich też nowoczesny
Widać w nich troskę o byt rodzinnym

I starsze panie w tym nowym świecie
Powagę i swoje miejsce znają
Kapelusz czy jakieś oryginale czako
Uczesane fachowo głowę okrywają

Najgorszy wygląd mają podlotki
I to z żeńskiej i męskiej strony
Chcieli by zbudować świat w kolorze tęczy
Nie widzą jak jest upodlony
Nie chcą widzieć jak w niebezpiecznym okresie żyją
Jedno potknięcie całe życie kształtuje
Za złe czasem mają rodzicom
Lecz pod ich skrzydłem dziecko najlepiej się czuje

Szczebrzeszyńska miss
Oj dziewczyny, oj dziewczyny
To jest wina radnych gminy
Wyborów nie zorganizowali
Miss piękności nie wybrali

Tyle pięknych jest was wszędzie
W szkołach biurach na urzędzie
Na przystanku i chodniku
Smukłych ciał chodzi bez liku

Nie brak tez pań w średnim wieku
Że mniej smukłe lecz człowieku
Kształty też im wypiękniały
Rodzą dzieci wiek dojrzały

Tym mężowie nie pozwolą
Przed publiką chodzić nago
Choć się w listki dekorują
Mężów w tym nie przekonują

Podwyższyli wszystkich sporo
O was myśleć im nie skoro
Jakby przegląd się robiło
Latem wesel by przybyło

Uznanie
Nie dyplom mówi o wykształceniu człowieka
Dyplom to wynik ludzkiej pamięci
Czy wykształcony opinia otoczenia orzeka
Ona na wykształconego wyświęci

Telewizyjna reklama
Teraz modne są golasy
W telewizji się ogłasza
Tu się goli tam smaruje
No i panna pierwsza klasa

A do tego wąskie paski
Różne kształty przesłaniają
Gdy się wieczór trochę zrobi
Nie wiesz jakie głaszczesz ciało

Nasz babki jak pamiętam
Różne zioła stosowały
By łysinę zlikwidować
Tu i ówdzie smarowały

Dal par w sobie zakochanych
Ciemna nocka chociaż była
Po dotyku partner wiedział
W której klasie panna była

Myśliwy
Szło się do domu niosąc na trokach
Naście kuropatw w szarym kolorze
Czasem kaczor lub kogut bujał się u boku
Swe zdolności myśliwskie podkreśla jak może

Zające też się kupiło po ostatnim miocie
Szczęście nie zawsze dopisuje przecie
Najgorsze to opinia sąsiadów
Żona myśliwego zrozumie sąsiedzi nigdy na świecie

Nastała zima śnieg obfity temperatury zmienne
Dokarmić zwierzynę tego etyka od myśliwego wymaga
Nie rzadko w pracy bierze się z urlopu godziny
By rzucić coś zwierzynie która nie ma jedzenia

W zadymkę zimowa na wiązkach koniczu
Saniami jedziemy wśród drzew drożyną
Po kilka buraków zostawiamy wśród przydrożnych krzaków
Odpady zbożowe to najlepsza karma dla łownych ptaków
Zboczeniec
Kochałem cię bardzo łowieckie życie
Kochałem szczerze dziesięć lat
Te pola łąki jary głębokie
Moja majętność jest tam wśród was

Rzeźba terenu mnie odpowiada
Jaka zwierzyna tutaj bytuje
Jeśli jej nie ma już się nie mylę
Chyba kłusownik dalej harcuje

To obojętnie jaki dokument go prezentuje
Jeśli krwiożerczy instynkt on ma
On z tej choroby się nie wyleczy
Przypadki takie historia zna

To jest nieważne że on w mundurze
Lub strój myśliwego okrywa go
Za biurkiem podlec też czasem siedzi
Podrzędni milczą boją się go

Widzę bo obserwuję ten nowy ład
Obwody milczące nadmiernie trzebione
Darujcie staremu tych kilka słow prawdy
To nie jest już moje życie to nie jest mój świat

Ciecioreczki
Ciecioreczki ciecioreczki
To są myśliwskie żoneczki
Są urocze i zadbane
Jak gdyby namalowane

W życiu Koła udział brały
Nie rzadko też tańcowały
W sali w lesie na polanie
Było życie drogi Panie

By potańczyć w leśnym gronie
Może mąż z zazdrości płonie
Dajcie spokój czy nieufność się tu rodzi
Nawet myśleć się nie godzi

A może to kasy wina
W planowaniu tkwi przyczyna
Po nowemu rządzić trzeba
Inaczej się żyć nie da




Wszelkie prawa zastrzeżone.
Ostatnia aktualizacja 03.11.2017