Strona Główna



REGINA SMOTER GRZESZKIEWICZ

W dymie z kominów ich pieśń...


Żydom szczebrzeszyńskim poświęcam

Słowo wstępne

Regina Smoter Grzeszkiewicz – poetka, eseistka jest moją przyjaciółką z czasów licealnych. Uczyłyśmy się w równoległych klasach i przez rok mieszkałyśmy razem.
Z łezką w oku wspominam dni gdy jako świeżo upieczone licealistki wybrałyśmy się na penetrację tajemnic Szczebrzeszyna. Mnie interesowała historia i literatura, Reginę – archeologia i etnografia. Podczas jednej z wrześniowych wycieczek zwiedzałyśmy stary, zapomniany szczebrzeszyński kirkut. Liście i trawy szeleściły nam pod nogami; czas jakby stanął w miejscu. Wzruszone umilkłyśmy. Naraz przez otaczające nas drzewa błysnęła smuga światła – na potłuczonych macewach można było zobaczyć zatarte napisy, wokół panowała cisza...
Wiedziałyśmy wiele o holocauście od naszych rodziców i dziadków, urodziłyśmy się przecież na Zamojszczyźnie, która spłynęła krwią niewinnych ofiar; myślę, że to właśnie wpłynęło na przyszłe zainteresowania mojej przyjaciółki.
Po latach znowu spotkałam się z Reginą. Przeczytałam tomiki jej wierszy – jeden z utworów był dla mnie. Odkryłam jak wzruszające są te perełki poetyckie.

***

Problematyka tego tomiku jest niezwykła. Autorka dosięga tego co już minęło, co jest bodaj najbardziej tragiczne w historii ludzkości – holocaustu. W jej poezji jednak nie dominuje smutek, poetka przywołuje klimat żydowskiego miasteczka, dzielnicy, owianej zapachem owoców, piekących się mac przed świętem, wonią unoszącą się z otwartych okien... Regina Smoter Grzeszkiewicz potrafi odkrywać świat utworów Isaaca Bashevisa Singera i przetwarzać go "po swojemu" – lirycznie i subtelnie.
Bohaterowie jej utworów to ludzie, których nie ma,, odeszli w zapomnienie, lecz dopóki żyją w naszej pamięci, w wierszach poetów, dopóki świeci słońce, rodzą się dzieci, świat istnieje, "niechaj Rachel nie płacze..."

Aleksandra Bulak

obok siebie będąc
dwa narody obok siebie
splatał czas
historia
wspólną była troska
o jutro
wspólne pytanie"co dalej?"
potem
tamta noc
włochatą łapą
zgniotła marzenia
krew i ból wtopiły się w codzienność
gdy nastał świt
zabrakło sił by cieszyć się życiem

tamten pejzaż
już nie ma wąskich uliczek
domu ukrytego pod strzechą
zgasła naftowa lampka
nie otuli miękkim blaskiem
pesachowej hagady

kołysanka mamy wdeptana
w drętwą przeraźliwą ciszę
stary księżyc (ten od Chagalla)
na inne powędrował niebo)
w kącie synagogi pajęczyna
zapomnieć każe o przyszłości

Żydowskie Miasto w Lublinie
bajgełe bajgełe...
smakowite słowa biegną
na drugą stronę ulicy
ocierając się o szary tłum

szmaty gałgany
za noże widelce...
starego Żyda wózek
przeładowany zdobyczą
po wyboistej toczy się drodze

finezyjny zapach i czosnku i cebuli
rozścielił się nisko nad ziemią zmęczona buzia
nad przemądrzałą księgą w chederze
pochyla się zasypia
more czujny dociekliwy
kolejny odpływa dzień
srebra garść zgubił księżyc
nierozważny
utonęło na błotnistym szlaku
w mrocznej izbie niemowlę kwili
na kołku wbitym w ścianę
chałat odpoczywa
wszędobylska nędza
usiadła na progu

Jankiel w potrzebie
Jankełe szedł wolno ulicą
wiatr mu tarmosił kieszenie dziurawe
interes miał Jankiel do Szmula

dom Szmula pod strzechą się ukrył
na na czterech oparty filarach
tu wiara i miłość potrzeba i bieda
trzymają go w kupie

targowy Jankiela wyprzedził dzień
i słonce co już wysoko
sędziwej dotknął mezuzy
tej od pradziada

interes miał Jankiel do Szmula
jak biedę oszukać by jutro i dzisiaj
na inną poszła ulicę
i wiatr chciał przepędzić
pomóż sąsiedzie
niech wyniesie (ta bieda moja)
choćby na pola
a wiatr niech moich nie gwałci kieszeni
interes...
pozostałam...
powróć Mirełe zza tamtej ciszy
zza armatnich salw
moje serce samotne
w wielkiej ludzkiej rodzinie
łka...

najtrudniej jest wieczorem
lampy uliczne ogrzewają
tylko skrawek nocy
wokół pustka cisza
w ocalałej pamięci
szukam potrzebnych twarzy
dotyku matczynych rąk
ciepła ojcowskich pocałunków

czas rozdzielił naszą obecność
wytrawił ból
przelotny zapach czulentu
nikły płomyk szabatowej świecy
ja szczęśliwa dziś
ocalona z Szoah

smutna bajka
dwa księżyce
po pogodnym wędrowały niebie
jeden
kołysanki nucił dla Jasia
drugi
szeptał w ucho małego Mojsze
o czynach wielkiego Mojżesza

przechylił się czas
na północną groźną stronę
znikły księżyce
przerażone
i Mojsze mały znikł
pamięć
o czynach wielkiego Mojżesza
pozostała
wyłuskane z pamięci...
pozostał w twym krajobrazie
miasteczko moje
zapach świec szelest kapeluszy
ślących ukłony
w świąteczną sobotę
na ścianie pokoju cień ojca
zanosi modlitwę błagalną
za dzieci
o Panie nasz błogosław
wschód słońca
nad głową Szmula Rywki i Mojsze
a jesień
daj im spokojną

dłonie okrutne tę jesień wyrwały
z serc malutkich jeszcze
z dłoni ojca już bezradnych
pozostał w twym krajobrazie
miasteczko moje
modlitw szmer
świec blask
matek i żon sylwetki
w modlitewnym uniesieniu pochylone
nad świąteczną ciszą
dziś nie ma dłoni zatroskanych
nad kolacji szabatowej potrzebą
nie ma bród mlecznych
rudych i szarych
co na wietrze tańczyły
dyskutując problem stary
jajko pierwsze czy kura?

pozostała tylko cisza
i pamięć
ta się kołacze jeszcze
po ulicach wąskich
po ulicach starych
z księżycem bladym wspomina
tamten czas....
i cichutkim Szma.... budzi słońce nad ranem

ballada o trojga
troje ich było
jak w wierszu
gdzie ojciec swe dzieci błogosławił
Szmul Rywka i Mojsze
Szmul był najstarszy
Rywka dumnie zaplatała czarny warkocz
Mojsze, ten pięknie śpiewał w chederze

były jesienie
mgłą otulony domek na Zatyłach
od rzeki wiało chłodem
leniwy księżyc
czasem się kąpał od niechcenia

bar micwa
Szmul ze wzruszenia pomylił tekst
peruka mamy
wykrochmalona na święto
ojciec
każdą drobinkę wina błogosławił
Panu oddawał w podzięce

szabat
Jom Kipur
dobrotliwy cadyk Szlomo
tulił Mojsze w objęciach
gdy ten nie chciał spać

el moale rachamim....
pierwsza bomba spadła na dom Warmanów
Rywka zawsze nosiła opaskę
przyszedł rok czterdziesty drugi
zapach krwi
strużkami ozdobiła ulice
salwa...
troje ich było

tak daleko rebe odszedłeś
tak daleko rebe odszedłeś
kto mi wyjaśni
zawiłe strony Talmudu
w zimowy wieczór rozdzieli
blask chanukowej lampki
pomiędzy tęsknotą
a oczekiwaniem na cud

u twego podnóżka cisza
kołysze pajęczynę
stary pająk leniwe kości
poukładał w słońcu
w gałęziach drzew zasypia wiatr
idzie ku jesieni
mój rebe
dlaczego ty odszedłeś

pomnik na Majdanku
w krajobrazie z ciszą
bez foremna bryła smutku
krzyczy
o bólu co zastygnąć nie chce
o bliznach
tych czas nie zasklepi

obłoki kaleczą skronie
o ciał wychudłych obecność
wpisaną
w pospolitą barwę kamienia
a w sercach malutkich
co wewnątrz tej bryły ukryte
tli się pamięć
płonie pamięć
garścią iskier
podpalając niebo

lubelskie getto
blady księżyc
nad Miastem Starym
we mgle ukryte kamieniczki

biorę ciszę pod rękę
dużo jej o tej porze
wędrujemy...
w mroku pełzną strzępy rozmów
płacz
grubą czcionką
pod sklepieniem myśli
pamięć opisuje zagładę...

dawno temu
Najwyższy zesłał pokój
który
teraz niechaj trwa

el malea rachamim
wyblakłym głosem szepcę kadzisz
mury synagogi nieme
i tylko milczą

dziś w miejscu zbrodni cisza
krew zastygła głęboko
w rozpadlinach ziemi
trawa pełna nadziei
pieszczotliwie chwyta wiatr
w wąskie ramiona
sezonowej swojej egzystencji

pamięć przywołuje obraz zagłady
był rok czterdziesty drugi
zgasła salwa
ucichły jęki...

Boże pełen miłosierdzia...
czy pamiętasz
czy pomścisz?
kolejny dzień...
czas zabliźnił rany

i ciągle widzę ich twarze...
i ciągle widzę ich twarze...
w owal codzienności wpisane
potrzebą tradycji
życia
i kroków wielorakich pośpiech
słyszę
zdążają na szabat

gdy wieczór sobotni
ułoży się lekko
na dnia granicy
echo hawdali stary księżyc
z przyjemnością mruczy

odeszli nie z własnej woli
ból w tym maczał palce
i ... zagłada

dzisiaj po nich cisza
ściany synagog
malowane słońcem
pamięć
ta nad przeszłością się unosi
szukając racji bytu

a oni...
oni tańczą
chociaż deszcz i wiatr
bo Pan tak chce

na polach śmierci
w dymie co z kominów ich pieśń...

w pamięci mojej
zwęglone szczątki żyją
kształtem ciał
pięknych ciał

Panie Twój lud
uczę się pokory...

Hana odeszła...
już nie ma Hany
spłonęła w Treblince
Izaak i Lejb
swoją obecność
zostawili w gettcie
mały Dawid
nie będzie mędrcem
Rywka pod chupą nie stanie
wiatr rozwiał dym
pamięć
rozprzestrzenił po świecie
każdy dzień zanurzony w słońcu
a życie
toczy się dalej

dzieciom z łódzkiego getta
"ich płacz na wieki zwisł wśród gwiazd"
ich serc ostatni krzyk
zaniósł wiatr
przed Boży tron
dlaczego milczałeś Adonaj
dlaczego
nie spieszyłeś na ratunek?

ich ojców i matek cienie
dziś
ulicami świata chodzą
szukając śladów
spopielałych stóp
a wiatr cichutka nocą
szepcze
imion tysiące

spacer uliczkami Łęcznej
po ulicach wąskich
po ulicach starych
chodzę
płosząc ciszę
przygarbione ściany
wierny pies na progu
opisany na kwadracie rynek

leniwe popołudnie
chwyta
zapachy z otwartych drzwi
czas posiłku
rozmów czas...

na przyjaźnie rozstawionych ławkach
nikły cień
ostrzyżonych modnie drzew
tylko słońce
chyba to co dawniej
tylko wiatr...

zabrakło świątecznego gwaru
modlitw
co je tylko Pan rozumie
rozbudzona wyobraźnia
tamtych dni
zapomnianych twarzy szuka

nie pamiętam dat... wiersz zainspirowany wspomnieniami Reginy Winogradow
nie pamiętam dat
pamiętam czas złowrogi
wystraszone łoskotem butów noce
łapanki
głód
ból

nie pamiętam dat
tak bardzo chciałam żyć
wtedy
dziś ma inny wymiar
inny smak ma pokój
mój los człowieczy...

Franciszce Arsztajnowej
z drobiazgów nasze życie
splata los
rzeczy wielkie
rodzą się na końcu
gdy serce nabrzmiałe wiarą
już wie czego chce

mój naród
przeklęty i wybrany
miłość
chyba do niej dorosłam
strzelajcie....
ostatnie słowo w pamięci zachował Bóg

inspiracja wierszem "Oświęcim" Dymytro Pawłyczko
oni
powracają codziennie
przez kłęby dymu przenosząc
swoje wątłe ciała

pod moją ociężałą od łez powieką
są w przestrzeni
obok...
spaleni i zgładzeni

świat miał o nich zapomnieć
Bóg miał zapomnieć?
pamięć
na przekór złośliwej niepamięci
o wszystkim przypomina

ostatni pożegnalny gest
kolor oczu matki mojej
która
długa drogą
powędrowała do nieba

w tamten czas....
w tamten czas
tak bardzo
potrzebna była miłość
a słońce
tak bardzo było daleko
w resztkach ludzkiej godności
kryło się życie
wystraszone własnym oddechem

w tamten czas
zapomniał wiatr
jak się tańczy wśród traw
obłoki ciągle smutne
wzdychały nocą
do samotnych gwiazd

a gdy nastał świt
jeszcze blady i niepewny
na ziemię spadł pierwszy deszcz
opłakując świeże rany

żydowska mama
żydowska mama
modlitwa i pieśń
poezja
w głębokości oczu skryta

żydowska mama
umie kochać i płakać

jak każda mama na świecie

kołysankę zanuci
modlitwą Boży tron wywróci
w potrzebie...

szalom szabat
szalom szabat
posyłam ci z wiatrem
i nadzieją
że pokój
ojczyzny twojej granice ogarnie
szalom szalom...
śpiewa serce moje wdzięczne
za przyjaźni gest

to nic że odległość
że dzieli nas czasem
dni trudnych treść
trwasz w pamięci mojej
myślą serdeczną
wspólnych losów niewiadomą
przyjacielu...

flaga Izraela
ponad czasem
nad Zagładą
wolność
ubrana w biel i błękit przestworzy
płynie z wiatrem
zastyga w ciszy
wierząc
że jutro zatopione w słońcu i miłości
będzie zawsze trwać




Strona Główna    Publikacje