Strona Główna



BOGUSŁAW GARBACIK

Wielącza Komasacja

Zastanawiałem się podczas zbierania materiałów do napisania historii - mojej rodzinnej wioski "Wielącza - wieś jakich mało" czy nie należy tego co już wiem przelać na papier, by może trochę nieudolnie ale ocalić to co jeszcze można o Wielączy Komasacji. Mam świadomość, że nie ma źródeł pisanych o powstaniu tej młodej wioski (powstała w 1936 roku ), być może były ale zaginęły w czasie wojny, odeszli ludzie. Drogi Czytelniku to co udało mi się odtworzyć niech będzie przez ciebie odebrane, że pisałem to z potrzeby serca, ku pamięci. Wielącza Komasacja w roku 2003 była gospodarzem wyjątkowej uroczystości, szkoła podstawowa otrzymała imię Juliana Tuwima.

Rys historyczny

Nazwa Wielącza jest na trwale wpisana w losy i historię Polski. Istnieją dokumenty świadczące o jej randze i znaczeniu na tym terenie. Zanim podniesiono Wielączę do rangi parafii przez wiele lat musiała umacniać swoje znaczenie, udowadniać, że w pełni zasługuje na miano parafia Wielącza. Jak przekazują dokumenty, do Wielączy dekrety kościelne przypisały wioski Nielisz i Kosobudy, które po latach stały się samodzielnymi parafiami. Pierwsze zapisy o istnieniu wsi Wielącza pochodzą z roku 1425, należy zatem przyjąć, że nasi pradziadowie brali udział w bitwie pod Grunwaldem w 1410 roku. Kolejne zapisy o Wielączy są datowane: 1457, 1471, 1510, 1555, 1589, 1593, 1780, 1792, 1864, 1880.
Ordynacja Zamojska organizuje w 1853 roku szkołę jednoklasową w Wielączy początkową dla Wielączy, Bodaczowa, Zawady, Niedzielisk. Dokumenty z roku 1880 wymieniają istnienie już dwóch Wielączy; Ordynacka (dzisiaj wzdłuż szosy) licząca 94 domy oraz Plebańska ( obecnie Wielącza Poduchowna o 15 domach ). Na tamte czasy Wielącza zaliczana była do wsi dużych - rejestr poborowy ( podatkowy ) z roku 1589 wykazywał 30,5łana = 512,4ha gruntów uprawnych, a ponadto dwie karczmy, browar, gorzelnię; inne źródła wymieniają dwa wiatraki i cegielnie. Źródła kościelne wymieniają do chwili obecnej Wielączę Zarudzką - był to dawny serwitut. (Serwitut - to prawo korzystania z łąk i lasów Ordynacji Zamojskiej przez mieszkańców Wielączy - leży ona między Zarudziem, a Białobrzegami liczby 14 domów i należy do parafii Wielącza).
W 1921 roku spis narodowy wg rejestru gminy Mokre ( tam należała Wielącza ) wykazał 249 domów oraz 1599 mieszkańców w tym 7 prawosławnych. Nasuwa się słuszny wniosek, była to wieś o zwartej zabudowie, dużej ilości mieszkańców, działki rolne były wąskie i długie bo od 3,5 km do 5,00 km, dojazd dla niektórych właścicieli serwitutów w Wielączy Zarudzkiej wymagał pokonania odległości od 10km do 12km. Już po pierwszej wojnie światowej zaczęły się pojawiać pomysły o konieczności dokonania zmian, przybliżenia chłopa do ziemi, ale na to trzeba było czasu oraz sprzyjających takim zmianom okoliczności. Wydawać by się mogło, że w okresie rozbiorów gdy Wielącza trafiła do zaboru rosyjskiego, postępująca rusyfikacja ( 123 lata Polski nie było!) zniszczy wszelkie oznaki polskości. Należy przyjąć, że bliskość kościoła, parafii, księży, wpływy Ordynacji Zamojskiej oraz siedziby Zamoyskich w parku w Klemensowie i Zamościa zadecydowały o polskości Wielączy. Jednak zaborca na razie korzystał z Wielączy, między innymi wielu mężczyzn w latach 1914- 1918 trafiło do armii rosyjskiej, by walczyć przeciwko Polakom ubranym w mundury armii austriackiej albo niemieckiej. Na pewno wielu zginęło, trafiło do niewoli. Właśnie ci, którzy wrócili z niewoli w latach 1917- 1919 oprócz radości i szczęścia z powrotu, przynieśli do Wielączy podpatrzone tam w Niemczech i Austrii to co dla nich było"nowe".
Długie wieczory stały się okazją do wspomnień, do wylania żalu i upokorzenia losu jeńca wojennego, były okazją do przekazania swoich obserwacji o życiu na "zachodzie" Wreszcie jak Feniks z popiołów odrodziła się po latach 11 listopada 1918 roku Polska. Był to czas trudny, Wielącza objęta strefą walk frontowych, była zniszczona, zbudowana na dawnym szlaku bursztynowym ( trakt Biłgoraj- Szczebrzeszyn- Zamość, prócz korzyści sprzyjała grabieży). Mieszkańcy z zapałem i ufnością przystąpili do odbudowy swoich gospodarstw, ale znów widmo wojny zawisło nad Polską by wybuchnąć wojną polsko - bolszewicką w roku 1920, na szczęście tym razem bolszewicy tu nie dotarli, ale wielu z Wielączy znów wzięło broń do ręki by bronić Ojczyzny. W kraju była bieda, potrzeby olbrzymie, a jeszcze trzeba było walczyć o Śląsk w trzech powstaniach (1919-1921) oraz Wielkopolskę - (1918-1919) tam też byli mieszkańcy Wielączy i Niedzielisk.
Tak naprawdę wiele z tego co przynieśli do Wielączy byli jeńcy, musiało jeszcze czekać na realizację. Na razie nasi dziadowie byli oswojeni z pociągiem, ( zimą 1913/1914 Austriacy zbudowali wzdłuż Niedzielisk tor kolejowy) Hrabia Zamoyski jeździł samochodem, pojawiały się rowery na kołach z drewnianymi obręczami, był telefon i telegraf wzdłuż szosy stały słupy, a na nich przewody którymi można było przekazywać wiadomości. Już widziano i wiedziano o istnieniu prądu elektrycznego ( były elektrownie w Michalowie i Cukrowni) A co w Wielączy? Woły i krowy ciągnące sochę zastąpił koń ciągnący pług metalowy, gwoździe drewnianych bron zastąpiły metalowe, zaczęto rezygnować z ubiorów szytych z produkowanego we własnych gospodarstwach płótna z lnu i konopi, tzw. siermięg. Kolejna zmiana to coraz powszechniejsze używanie kosy zamiast sierpa, ręczne młócenie zboża cepem zastępowała młocarnia zwana"śmieciarką" bo nie czyściła ziarna z plew, a słomę trzeba było oddzielać od ziarna grabiami. Jej napęd stanowił "kierat" napędzany przez jednego (częściej dwa konie) chodzące po okręgu. Pierwszą sieczkarnię do cięcia słomy dla bydła napędzaną ręcznie, później kieratem w roku 1928 kupił Wawrzyniec Wróbel- to była sensacja, cała wieś przychodziła oglądać jak tnie słomę. Dotychczas do tego celu używano skrzynki, w której przesuwano prostą słomę i cięto ją ręcznie kosą. Długo do młocki używano cepa, prostego narzędzia wykonanego z dwóch kijów leszczynowych ( rożnej długości ) połączonych rzemieniem ponieważ słomy używano do wykonywania" kiczek" którymi kryto dachy. Przy młocce cepem układano suche snopy zboża rozwiązując "powrósła" (słoma służyła do wiązania zebranego przez żniwiarzy zboża) - na klepisku "ubita glina w stodole" albo na podłodze kłosami do siebie, następnie młócący chwytał dłuższy kij cepa i uderzał krótszym w ułożone zboże. Następnie dłuższym kijem odwracano zboże aż do całkowitego wymłócenia, następnie przetrząsano słomę, ostatecznie oddzielając od niej ziarna, a kolejno słomę prostą od "potarganej"- ta była używana na ściółkę dla bydła. Przez długie lata zboże od plew oddzielano wykorzystując wiatr i sita (przetaki) z ich produkcji przez wiele lat słynął Biłgoraj. W latach trzydziestych w Wielączy zaczęto używać urządzeń o prostej konstrukcji do oczyszczania ziarna po omłotach ręcznych albo "śmieciarką" Pierwszym była tzw. wialnia popularnie zwana "polak" używana do przesiewania i oczyszczania wykorzystując siłę wiatru wytwarzanego przez obracany ręcznie wiatrak. Kolejnym urządzeniem była wialnia zwana potocznie "młynek" pracująca jak "polak" ale wyposażona w sita ruchome oraz przekładnię zębatą. Napęd ręczny korbą powodował ruchy skokowe sit oraz napęd wiatraka. Było to urządzenie wydajniejsze, obydwa można jeszcze spotkać w użyciu. Nazwa ,młynek" wywodzi się od monotonnego hałasu przekładni zębatej do złudzenia przypominającej pracujący młyn. Powszechnie jednak ludzie byli biedni, bardzo biedni. Brakowało pieniędzy, wszechwładny był handel wymienny. Wydajność z hektara była niska, nie stosowano nawozów sztucznych, nie było nowych odmian zbóż, buraki cukrowe uprawiały tylko folwarki- bo były opłacalne. Koszty utrzymania gospodarstwa były duże, bo np.: Para koni, a bez nich nic nie można było zrobić, zjadała żyto i owies z 2 hektarów oraz siano i słomę i przez większą część roku była bezużyteczna. Niektórzy wynajmowali się do przewozu towarów z Biłgoraja do Rejowca u Żydów trudniących się handlem. Tu jeszcze jeden przykład postępu, dotychczas wóz konny do przewozu materiałów objętościowych np.: ziemniaków, obornika, nie miał skrzyni ładunkowej tzw. "heli" Ten pomysł przywiózł z niewoli niemieckiej p. Jan Głąb, kolejno zrezygnowano z kopania ziemniaków do worków płóciennych. Sypano je na pryzmy, a później ładowano na wozy wyposażone w "hele" ale musiały być widły do ziemniaków. Ludzie zaczęli używać obuwia, dotychczas chodzono w drewniakach albo w okresie mrozów w "łapciach" lub "tyszowiakach" - były to buty szyte ze skóry wołowej nogi owijano słomą lub onucami nikt nie znał skarpety. Powszechnie chodzono boso. Można by mnożyć szereg przykładów przemian służących mieszkańcom Wielączy, ale ciągle przeszkodą były wąskie długie, poprzecinane drogami pola. Zaczęto uprawiać tytoń, to było źródło dochodu ludzie mieli pieniądze, kupowali ziemię. Mogli i uczyli dzieci, ale nauka była droga. Przykład miesiąc nauki w szkole średniej kosztował 80 zł, a dziewczyna do pomocy w gospodarstwie otrzymywała 15 zł do tego wyżywienie, spanie.
Odszedłem od tematu komasacji, by przedstawić przemiany w Wielączy niebawem nastąpi komasacja- scalenie gruntów, ale tu trzeba czasu, chęci, odwagi, uporu, pokonania wielu czynników niezależnych od chłopów. Ale jeszcze o jednej zmianie z tego okresu. Budowano piwnice głęboko wkopane w ziemię murowane z cegły z solidnymi dwojga drzwiami. W piwnicy przechowywano zbiory ziemniaków, marchwi, kapusty, buraków oraz powszechnie uprawianych dla koni i bydła marchwi i buraków pastewnych. Wchodzono do piwnicy po schodach, a jej głębokość chroniła zbiory przed mrozem, była dobrym schronieniem dla mięsa w lecie, tu przechowywano mleko, sery i masło. Dotychczas piwnice zwano "ziemiankami" była wykopem w ziemi nakrytym okrąglakami drewnianymi obłożonymi słomą przykrytą ziemia wchodzenie było trudne na kolanach.
Przejawem zmian w myśleniu i działaniu mieszkańców Wielączy było odstawianie mleka do mleczarni w Szczebrzeszynie na ulicy Trębackiej, były to pieniądze tak potrzebne w gospodarstwie. Dotarł tutaj niestrudzony propagator zdrowia, higieny, czystości Dyrektor Szpitala w Szczebrzeszynie dr Zygmunt Klukowski, którego zabiegi zaowocowały bieleniem domów, płotów, zmianą higieny życia codziennego, większym użyciem na co dzień mydła (szarego) to był postęp. Kolejny etap to budowa ubikacji (zwanych tu wychodkami) to było coś co zmieniło radykalnie wiekowe nawyki i przyzwyczajenia, zmieniło je nieodwracalnie. Trochę z rumieńcem wstydu, ale to trzeba powiedzieć dotychczas potrzeby fizjologiczne załatwiano w stajni, chlewie, kurniku albo przestrzeni między budynkami w sudynach, jakie były obrazy, fetor, zagrożenie chorobami. Staram się przedstawić obraz naszej Wielączy takiej jaka była, ale"nowe" znajdowało tu zwolenników, zadomowiło się na stałe, dobrze służąc mieszkańcom i okolicy. Wielącza już zbudowała szkołę powszechną, działały: drużyna skautowa (później harcerska), straż pożarna, Kasa Stefczyka, toczyło się życie organizacji katolickich w ramach parafii, szykowano się po raz kolejny do budowy nowego kościoła i domu ludowego, działała Polska Organizacja Wojskowa zrzeszająca byłych żołnierzy kierowana przez p. Józefa Sobiesińskiego. Budowniczego i kierownika szkoły powszechnej w Wielączy.

Motywy i podłoże skomasowania Wielączy - powstanie Wielączy Komasacja

Wielącza Komasacja - nazwa wioski łączy w sobie nazwę Wielączy, która dała początek jej istnieniu oraz czynność porządkującą prawnie grunty rolne. Proces tworzenia nowej struktury trwał od zakończenia pierwszej wojny aż do 1936 roku. Od wiosny 1936 roku w gminie Mokre ( wtedy Wielącza tam należała) pojawia się nowa wioska. Był to trudny okres, ale zapał i chęć do pracy pozwoliły pokonać wszelkie trudności. Nie długo cieszyli się mieszkańcy znaczącą poprawą warunków życia i pracy - wybuch drugiej wojny przekreślił ich plany. Kolejny dramat to daty 5 i 19 grudnia 1942 roku - wysiedlenie i jego powtórka, wydawało się na stale wymazano Wielączę Komasację oraz jej matkę Wielączę. Były ofiary, wysiedleni trafiali do obozu przejściowego w Zamościu gdzie ich losy były podobne do losów wszystkich, których wysiedlono. Po wojnie dość szybko wieś odbudowała się, zabliźniły się wojenne rany, wrócili Ci co przeżyli. Wioska długo czekała na zdobycze ułatwiające codzienne życie: utwardzoną szosę, szkołę, sklep, telefony, autobus, wodociąg. Jest to zasługa zmieniającej się rzeczywistości, ale byli i są tu ludzie o dużym zacięciu społecznikowskim. Wielu ludzi młodych ukończyło szkoły średnie i wyższe, czynnie włączyło się do pracy dla ojczyzny, wielu z nich los rozrzucił po świecie. Rokrocznie mieszkańcy Wielączy komasacji oddają hołd ofiarom wysiedleń i drugiej wojny podczas uroczystości patriotyczno -religijnej w nowym kościele, do którego budowy czynnie włączyli się. Mieszkańcy z nadzieją chociaż nie bez obaw patrzą w przyszłość...

***

Powstanie nowej jednostki organizacyjnej na terenie wtedy gminy Mokre, należy łączyć z sołtysem Wielączy panem Janem Czopem. To on przekonał co bardziej światłych gospodarzy o potrzebie uporządkowania gruntów rolnych. Ci właśnie "światli" gospodarze w czasie I-ej wojny służąc w armii rosyjskiej trafili do niewoli niemieckiej, gdzie skierowano ich do pracy u niemieckich"bauerów" Tam podpatrzyli bardziej racjonalną gospodarkę rolną, inną technikę uprawy roli. Od lat 1932 zwolenników komasacji przybywało, aż w 1934 roku jesienią udało się na kolejnym zebraniu wiejskim znaleźć taka ilość zwolenników, która była wymagana przez władze gminy Mokre. Wniosek zaakceptował pozytywnie starosta zamojski i wojewoda lubelski. W tym momencie faktycznie rozpoczął się proces tworzenia nowej struktury organizacyjnej, której nazwa była dwojaka: Wielącza Kolonia lub Wielącza Komasacja. W planach geodezyjnych przewidziano utworzenie nowych osad siedliskowych potocznie zwanych"kolonie" przyjęła się nazwa bardziej uzmysławiająca zachodzące zjawisko - komasacja. Do sierpnia 1935 roku geometrzy opracowali nowy podział geodezyjny gruntów uprawnych, tworząc dwie odrębne wioski: Wielącza Wieś lokowana wzdłuż drogi gruntowej przy łąkach, a właściwie w pasie od łąk do szosy Szczebrzeszyn - Zamość wraz z kolonią Pierwszą zwaną"pod górą" Nowa wioska nazwana Wielącza Komasacja tworzona przez skupiska luźnych gospodarstw wzdłuż 4-ch dróg (wygonów) oraz 5-u koloni łączących poprzecznie wymienione drogi (wygony). Nie zmieniono podziału działek gruntów leśnych zwanych: stary las, sadzonki pierwsze, sadzonki drugie, kultury ( drągowiny), na wygonie. Niewielkie zmiany wystąpiły w podziale łąk ponieważ część gruntów na tzw. pastwiskach (okolice tzw. księżego jeziora) po zmeliorowaniu okazało się bardzo dobrymi łąkami - przydzielono je najbliżej położonym gospodarstwom. Aby zachęcić do odchodzenia z dawnych siedzib przyjęto następującą zasadę: kto idzie najdalej otrzymuje najwięcej - to było w mirę uczciwe i sprawiedliwe bo w jakiś sposób wyrównywało trudności na jakie napotykali, np.: brak utwardzonych dróg, pokonywanie błotnistych dróg albo zasypanych śniegiem, znaczna odległość od stacji kolejowej (kolej była wtedy jedynym środkiem komunikacji), odległość od szkoły i kościoła, znaczna głębokość studni itp. Ostatecznie od jesieni 1935 do wiosny 1936 roku wyznaczono nowe podziały geodezyjne, wyznaczono drogi, rowy odwadniające, siedliska pod zabudowę, wyznaczono plac pod planowaną budowę szkoły i przejazd kolejowy Zawada - Złojec. Przenoszenie budynków rozpoczęto wiosną 1936 roku. Rozbiórka, transport, ponowne zestawianie było to w miarę łatwe ponieważ budynki były budowane z bali drewnianych. Transport to zaprzęgi konne . Było bardzo duże zapotrzebowanie na cieśli pokrywaczy dachów strzechą ze słomy żytniej, (młocka odbywała się cepem), murarzy, zdunów. Do końca 1938 roku ci co odeszli na swoje mieli prawo zabrać pozostawione na dawnych siedliskach drzewa owocowe i inne. Tak powstała wioska Wielącza Komasacja.

Efektem głównym komasacji było:
    Uporządkowanie rozdrobnionych gospodarstw Zwiększenie bezpieczeństwa pożarowego Odnowa zabudowy Gospodarstwa były "pod okiem" albo wokół domu Znikły bezpowrotnie wąskie paski ziemi ciągnące się od 3,5 - do 5-ciu kilometrów Zwiększyło się wykorzystanie ziemi w sensie wydajności ponieważ gleba tu urodzajna, a duża ilość dróg i miedz powodowała straty wydajności z hektara.

Oczywiście nie obyło się bez waśni, kłótni, zatargów, ale władze miały zawsze ten sam argument - ponieważ podjąłeś taką, a nie inną decyzję, wyraziłeś na to zgodę, mamy twój podpis. Zresztą kto mógł przewidzieć, że niebawem przyjdą tak trudne czasy, 1-ego września 1939 roku wybuchła wojna. Mieszkańcy żyli, pracowali, każdy miał świadomość i stałą obawę o utratę zdrowia i życia. Ciągle docierały wieści o Niemcach ich panoszeniu się, bucie, poniżaniu godności każdego Polaka. Jak wspominają żyjący jeszcze świadkowie tamtych czasów - były one trudne, straszne, nikt nie był pewien swego losu dzisiaj, wielu bało się myśleć o tym co przyniesie jutro.

Po wybuchu wojny

Od wiosny 1939 roku wyraźnie dawało się zauważyć, że zbliża się coś, to wielkie zagrożenie od strony Niemiec, coraz częściej i głośniej Hitler zgłaszał nieuzasadnione pretensje do Polski. 25 sierpnia sołtysi otrzymali poufne polecenia wręczenia kart mobilizacyjnych rezerwistom. Pierwsi obrońcy Ojczyzny szli na dobre i złe z wiarą, że ich udział jest konieczny by Polska pokazała swoją siłę. Ludność bacznie obserwowała ruch na torze kolejowym Zawada- Lublin - Lwów, na węzłowej stacji Zawada, niestety ruchy transportów wojskowych nie wróżyły nic dobrego - wreszcie 01. 09. 1939 roku wybuchła wojna. Niemcy już 11.09. 1939 roku są nad Zawadą, lecąc na Zamość, tu zrzucają bomby, są ofiary, jest strach i groza, obawa o jutro. Wielącza Komasacja jest trochę w szczególnym można by powiedzieć położeniu z dala od szosy, nie jest bezpośrednio zagrożona, ale do czasu. Tu nie docierają Rosjanie w okolicy 20 września 1939 roku, którzy napadli zdradziecko na Polskę 17 września 1939 roku. Trudno ustalić kto i ilu mieszkańców ( to była tajemnica - za to płaciło się życiem) należało od 1940 roku do ZWZ później ZWZ -AK, a potem do AK. Na pewno był to porucznik Bartłomiej Czerwieniec, miał tu swoich ludzi, ilu nikt dokładnie nie wie. W obawie przed represjami po 1944, przechowujący archiwum AK Adam Sokołowski z Zawady zakopał je poza swoim domem, prawdopodobnie ktoś je ukradł. Żołnierze ZWZ- AK do okresu wysiedlenia nie prowadzili otwartej walki z okupantem, ich zadania koncentrowały się na zbieraniu informacji, a wywiad interesował się między innymi lotniskiem w Klemensowie, składami amunicji w Zawadzie, transportami przechodzącymi przez stację Zawada, ruchami wojsk na szosie Szczebrzeszyn -Zamość, obserwującą osób podejrzanych, obcych, spożywających alkohol. Zbierano opinie o współpracujących z Niemcami, Tu udzielano pomocy rannym i ukrywającym się - luźna zabudowa, z dala od dróg i lasów oddalała podejrzenia Niemców. Wielącza Komasacja była obłożona bardzo dużymi kontyngentami dostaw płodów ziemi na rzecz III Rzeszy. Wreszcie stanowiła łakomy kąsek dla osiedlenia tu Niemców.
Przypadek zdarzył, że do por. Czerwieńca"Rolicza" dotarła wiarygodna informacja o wysiedleniu w dniu 5 grudnia 1942 roku. Ostrzeżono kogo tylko było można, komu można było zaufać - ludność szukała pomocy, oparcia i ukrycia poza swoją wioską, tylko nieliczni trafili w ręce Niemców. Dlatego Niemcy rozpowszechnili pogłoskę aby wracali do siebie bo będą pracować jako robotnicy u nasiedlonych tu"czarnych" W obawie o dorobek życia, z braku stałych ukryć, braku meldunków, żywności, odzieży, a była zima uwierzyli, wrócili nie było reakcji Niemców. 19 grudnia 1942 roku powtórzono wysiedlenie tzw. czystkę, tym razem okupant był bezlitosny, wszyscy złapani trafili do obozu przejściowego w Zamościu, stąd do Oświęcimia. Wielu wywieziono, szczególnie dzieci do Łodzi, Siedlec, Pilawy Mordów, Maciejowic. Tym, których nazwiska udało się ustalić poświęcono tablicę pamiątkową wykonaną w kościele parafialnym pod wezwaniem Św. Stanisława Biskupa Męczennika. Trudno dziś ustalić ilu "czarnych" władze osiedliły w Wielączy Komasacji, w każdym razie we wszystkich trzech Wielączach liczących 273 gospodarstwa osadzono tu 60-ciu " nowych gospodarzy" Skończyła się wojna, mieszkańcy często musieli zaczynać od zera, ale z wolnością przyszedł nowy reżim, były ofiary, ludzie byli więzieni tylko za to, że walczyli za Ojczyznę min. Józef Koziołek ps." Biały" był więźniem Rawicza, Wronek, zwolniony i uwolniony podjął się zadania budowy szkoły w Wielączy Komasacji.
25 lipca 1944 roku bez walkiznikli Niemcy, w wielkim popłoch uciekały ostatnie rodziny nasiedlonych"czarnych" po wysiedleniu prawowitych właścicieli i mieszkańców tej Ziemi. Front zatrzymał się na Wiśle. Wyzwolone tereny osadziły jednostki Armii Czerwonej i Ludowego Wojska Polskiego. Usuwano często siłą przedstawicieli władz, którzy w ramach"Burzy" ujawniali swoja obecność. Organizowano nową administrację, służby odpowiedzialne za utrzymanie ładu i porządku publicznego, podporządkowane w całości"wyzwolicielom" Oddziały AK i BCh złożyły broń wielu przy tym aresztowano, znów pełne były areszty i więzienia, często strażnikami byli dawni koledzy z BCh.
Rozpoczęły swoje działania formacje NKWD i Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego- wszechobecni byli doradcy radzieccy. Wśród mieszkańców budziło to strach. Z wojennej zawieruch, wygnania, więzień, i obozów wracali wysiedleni, zaczynali organizować swoje życie od początku, często mieli tylko to co na sobie...
Ludzie szczególnie niedawni partyzanci - dzisiaj zwani reakcją, bandytami szukali schronienia, jedni szli na ochotnika do wojska inni wyruszali w nieznane w ślad za frontem na zachód i północ, kolejni wyciągali ukrytą broń, ukrywali się, szli po raz drugi do lasu. Kilku młodych ludzi z Komasacji zdecydowało się na czynny opór przeciw"nowej" władzy, ta nie mogła pozwolić aby na zapleczu frontu działały uzbrojone, gotowe na wszystko siły, musiało dojść do próby sił.
Nie moją rolą jest ocena słuszności celów, którym chcieli być wierni, na pewno byli ideowi, a ich przekonania utwierdzało w słuszności swoich postanowień.....Właśnie tacy wśród, których był sprawdzony w boju i trudzie życia partyzanckiego Kazimierz Tomaszewski wrócił z akcji w okolicach Krasnobrodu pod koniec lutego 1945 roku. Prawdopodobnie po drodze trafili do rozbitej przez kogoś innego tej nocy gorzelni w Adamowie, ktoś poznał kogoś z grupy, zawiadomił władze. Wysłana grupa pościgowa poszła ich śladem.... Inna wersja mówi, że przypadkowo funkcjonariusze UB jechali lub wracali z akcji w terenie, zauważyli uzbrojonych ludzi, podjęli pościg...
Możliwe, że tejnocy właśnie w Wielączy UB z Zamościa miało wykonać akcję przeciwko"podziemiu".. A może to była zdrada, dzisiaj trudno ustalić. W wyniku podjętej akcji oraz ataku UB na miejscu zginęli: Feliks Litwiniec ps."Moryc", Jan Litwiniec ps."Śmiech" oraz Kazimierz Tomaszewski ps."Maszt", pięciu aresztowano, uciekł"Grom" Bajan dowódca większego oddziału z Szewni Górnej... Zabitych i aresztowanych załadowano na wyznaczone furmanki dostarczając do Zamościa. Dopiero w roku 1990 na mogile zakopanych tuż przy murze cmentarnym w Zamościu pojawiła się tablica informująca kogo kryje ziemia cmentarna...
Represji dalszych nie było. Kolejnym wydarzeniem były aresztowania młodych ludzi, uczniów szkół średnich sympatyzujących i utrzymujących kontakty koleżeńskie z członkami utworzonej po wojnie organizacji niepodległościowej"Kraj" Znów były represje, skreślenia z list uczniów, aresztowania, wyroki skazujące tym razem uczniów szkół średnich w Zamościu i Zwierzyńcu. Były to lata 50 - te, a zatrzymano wtedy min. Alfreda Hałasę, Eugeniusza Malca, Władysława Kowalczyka, Bronisława Ordyńca, Mariana Gębalę, Bogusława Byka (Olszewskiego), Romana Kurona, Tadeusza Byka (Dobromilskiego). Powodem ich wpadki było aresztowanie i poddanie okrucieństwom śledztwa ich dowódcy Ryszarda Wirskiego ps."Dziadek", który nie wytrzymał śledztwa, nie pochodził on z naszego terenu. Tak relacjonuje tamte wydarzenia ich uczestnik Pan Alfred Hałasa ps."Olek", który swój patriotyzm zawdzięcza wychowaniu w rodzinie, podtrzymywany przez opiekunów drużyny harcerskiej działającej przy szkole w Wielączy. Duży wpływ na postawę ty młodych ludzi miała osobowość księdza proboszcza parafii Wielącza Franciszka Sokoła.
Nastąpił tak długo oczekiwany koniec okupacji, chociaż niezupełny i to było tragiczne dla wielu Polaków, dla wielu miast i wsi. Radość z uzyskanej wolności w lipcu 1944 roku szybko mijała, rozpoczęły się nowe prześladowania, aresztowanie i represje, tym razem prowadzone przez rzekomych"wyzwolicieli i przyjaciół" Pamiętam wiele brutalnych akcji ścigania i rozstrzeliwania ludzi podziemia, tych którzy długie lata walczyli z okupantem niemieckim...
Na moich oczach zginął rozstrzelany na łąkach między Wielącza, a Niedzieliskami, Wiktor Zgnilec - wcześniej poszarpany przez puszczone za nim psy. Opodal w podobny ginie kolejny Wielączanin, którego nazwiska nie pamiętam...
Było to wczesną wiosną 1945 roku , wieczorem do naszego rodzinnego domu wkracza NKWD. Wszystkich postawiono pod ścianą z rękami do góry. Grupie tej przewodził szef UB w Zamościu Lachowicz. Po przeszukaniu mieszkania i wylegitymowaniu nas, na przewodnika zabrano sąsiada Ludwika Kitkę. Chodziło o grupę ludzi podziemia z Wielączy Komasacji. W godzinę później słychać buło strzały, a ciemną noc rozjaśniały płonące budynki. Ginie świetny partyzant Kazimierz Tomaszewski, złapany i ciągnięty jak kawał kloca na linie za samochodem. Są ranni, są aresztowani, a z obawy ucieka jedynie "Grom" - Bajan, mieszkaniec Szewni Górnej...
Po wojnie czasy były trudne, ale przywiązanie do rodzinnej wioski, możliwość zarobkowania, kształcenia dzieci, spowodowały, że Wielącza Komasacja szybko zabliźniła rany spowodowane wojną. W miejscu budynków drewnianych pojawiały się co raz częściej nowe murowane, powstał sklep GS -u, doprowadzono prąd elektryczny, zbudowano dwie szosy, w miarę utwardzano drogi polne. Wielu młodych wyjechało do miast by tam zdobywać wiedzę w szkołach i na uczelniach, usamodzielnić się oraz przyczynić do odbudowy Ojczyzny. Wreszcie nadszedł moment przełomowy, zbudowano szkołę podstawową, by dzieci mogły uczyć się blisko domu aby nie marzły, mokły na deszczu, nie grzęzły w błocie i śniegu. Wielkim świętem było uruchomienie komunikacji autobusowej. Życie, rozwój postępu wymusiły konieczność budowy wodociągu na wiosce. Chyba nikt nie śnił o tym by woda i telefon dotarły tak daleko. Wszystkie zmiany to na pewno zasługa mieszkańców, ale zawsze w cieniu zostają jednostki, które często starają się być bezimienne bo mają w sobie ducha społeczników, których działania często wieloletnie kończą się poprawą warunków życia i pracy mieszkańców wioski.

***

Wielącza Komasacja - nazwa wioski łączy w sobie nazwę Wielączy, która dała początek jej istnieniu oraz czynność porządkującą prawnie grunty rolne. Proces tworzenia nowej struktury trwał od zakończenia pierwszej wojny aż do 1936 roku. Od wiosny 1936 roku w gminie Mokre ( wtedy Wielącza tam należała) pojawia się nowa wioska. Był to trudny okres, ale zapał i chęć do pracy pozwoliły pokonać wszelkie trudności. Nie długo cieszyli się mieszkańcy znaczącą poprawą warunków życia i pracy - wybuch drugiej wojny przekreślił ich plany. Kolejny dramat to daty 5 i 19 grudnia 1942 roku - wysiedlenie i jego powtórka, wydawało się na stale wymazano Wielączę Komasację oraz jej matkę Wielączę. Były ofiary, wysiedleni trafiali do obozu przejściowego w Zamościu gdzie ich losy były podobne do losów wszystkich, których wysiedlono. Po wojnie dość szybko wieś odbudowała się, zabliźniły się wojenne rany, wrócili Ci co przeżyli. Wioska długo czekała na zdobycze ułatwiające codzienne życie: utwardzoną szosę, szkołę, sklep, telefony, autobus, wodociąg. Jest to zasługa zmieniającej się rzeczywistości, ale byli i są tu ludzie o dużym zacięciu społecznikowskim. Wielu ludzi młodych ukończyło szkoły średnie i wyższe, czynnie włączyło się do pracy dla ojczyzny, wielu z nich los rozrzucił po świecie. Rokrocznie mieszkańcy Wielączy komasacji oddają hołd ofiarom wysiedleń i drugiej wojny podczas uroczystości patriotyczno -religijnej w nowym kościele, do którego budowy czynnie włączyli się. Mieszkańcy z nadzieją chociaż nie bez obaw patrzą w przyszłość...




Strona Główna    Publikacje