Strona Główna



REGINA SMOTER GRZESZKIEWICZ

Od Turzyńca w stronę Szczebrzeszyna wędrując...

Turzyniec, Topólcza, Kawęczyn, Błonie (to już Szczebrzeszyn, ale najstarsi mieszkańcy używają nazwy Błonie) i... Szczebrzeszyn. Kilka miejscowości zlokalizowanych w administracyjnych granicach Szczebrzeszyńskiego Parku Krajobrazowego, o walorach estetyczno krajoznawczych których nie trzeba nikogo przekonywać, albo ujmując rzecz inaczej trzeba na wędrówkę po tych pięknych okolicach zaprosić...

***

Turzyniec Na dzień dobry witają mnie odrzwia starej bramy zawieszone na zawiasach, chciałoby się zobaczyć całe obejście, ale już nie ma starej chaty nakrytej strzechą, nie ma obory, stodoły, tylko ta brama... Są natomiast "siedzące" tu i tam na dawnych, wrosłych w ziemię fundamentach drewniane chałupki, niektóre wiekowe, zbudowane z przeciętych na pół okrągłych bali, malowane, czy bielone wapnem, składane na zrąb, kryte papą, dachówką, lub eternitem z niewielkimi oknami, z których zaledwie skrawek nieba chyba dostrzec można było. Niektóre wykazują ślady użytkowania, inne już opuszczone przez właścicieli, którzy zapewne przenieśli się do nowych, murowanych domów.
Są także inne, bardziej "nowoczesne" tzw. "szalowane" - główna konstrukcja domu obita jest heblowanymi deskami, zazwyczaj pomalowanymi na brązowy kolor, ich ozdobą są ganki, na jednym z nich zachował się nawet szyld o treści: Art. Spożywczo Przemysłowe - przed laty zapewne mieścił się tutaj sklep, jak to bywało na wsi ze wszystkim, czyli z "mydłem i powidłem", nie obrażając byłego sprzedawcy.
Na trasie mojego przemarszu przez Turzyniec, spotykam kamienną figurę z niewielka wnęką, a w niej figurkę Matki Bożej, wnękę okala napis: Królu Nieba Ziemi Zmiłuj się Nad Nami. 1949. Turzyniec, to niewielka wioska, szybko zbliżam się w stronę Topólczy. W oddali dostrzegam niewielki cmentarz (jeden z trzech zlokalizowanych w obrębie wioski), ci , co mnie znają, wiedzą że nie odejdę stąd dopóki tam nie wstąpię. Obiekt ten pamiętam jeszcze z dzieciństwa, przychodziłam tutaj przemierzając czarnostocki las, który kończy się nieopodal cmentarza. Obok współczesnych nagrobków znalazłam także kilka wiekowych, prawosławnych: Franca Szutago zmarłego w 1903 roku, nagrobek fundowała żona Jekatierina, Matfieja Leontiewicza Fiełotowa (zm. 3 września 1903 roku),Olimpiady Lwowny Łysiak (oryginalne imię, po raz pierwszy spotkałam się z takim) (zm. 11 czerwca 1897 roku), starosty b. topóleckiej cerkwi Michaiła Krupy, zmarłego 3 lutego 1882 roku; przypomnijmy, starosta cerkiewny to osoba zajmująca się buchalterią, pobiera opłaty za: udzielanie chrztów, dokonanie pochowku (oczywiście przez popa batiuszkę...), udzielenie ślubu, sprzedaje literaturę religijną, dokonuje zakupu świec do cerki, i. t. p. Na cmentarzu spoczywa także ostatni plenipotent hr. Tomasza ordynata Zamoyskiego, doktor Modest Laurysiewicz, ur. w 1830 roku, zmarł 7 marca 1889 roku.
Na trasie mojej wędrówki kościół pw. św. Izydora, w przeszłości cerkiew, po lewej stronie lessowy wąwóz, którym dojść można na kolejny cmentarz kryjący pochówki z lat czterdziestych ubiegłego wieku, w tym zamordowanej przez Niemców rodziny Panasów. Wąwóz niezwykle urokliwy - jego ozdobę stanowią zwisające ze skarpy o przeróżnych kształtach korzenie, splątane, pojedyncze, co w zestawieniu z lekkim półmrokiem tchnie odrobinką tajemniczości i zachęca do dalszej wędrówki w głąb, w nieznane... W Topólczy, podobnie jak we wspomnianym wcześniej Turzyńcu można spotkać wiele drewnianych domów głównie mieszkalnych chociaż drewniane zabudowania gospodarcze także są widoczne, ale już nie tak wiekowe jak chałupki... Przy drodze wiodącej w stronę sąsiedniego Kawęczyna kamienne figury kształtem przypominające tą z Turzyńca, wszystkie pochodzą z początków ubiegłego stulecia, jako data fundacji podany jest rok 1905.
Figury fundowali m. in. : Mikołaj i Franciszka Luchy (dnia 2 września 1905 roku), Wojciech Świstek i Antoni Świstek - na wzniesionej przez nich figurze widnieje inskrypcja Krzyż wbity na Golgocie tego nie wybawi , kto sam w sercu swoim krzyża nie postawi - wiele inskrypcji na przydrożnych figurach już oglądałam, ale taką przeczytałam po raz pierwszy, co świadczy o głębokim, duchowym wnętrzu fundatorów.
Moją uwagę zwrócił wysoki sterczący w niebo komin cegły pokryte gliną, zapewne pozostałość po jakimś domu, niby nic, ale ciekawy akcent w topóleckim krajobrazie przykuwający uwagę wędrowca.
Kawęczyn- drewniane zabudowania gospodarcze, przydrożna figura zwieńczona wizerunkiem ukrzyżowanego Jezusa. Rozpięty na metalowym, ażurowym krzyżu zda się czuwać nad bezpieczeństwem odpędzając swoja "obecnością i cierpieniem" wszelkie zło od wioski. Tą obecność podkreśla zamieszczona poniżej inskrypcja Pójdę Panie pod Twój krzyż. W roku Maryjnym 1954. Mijam budynek, coś w rodzaju szopy, co kryje wewnątrz nie wiadomo, ale moją uwagę zwraca przybita do frontowej ściany tabliczka z napisem "Obiekt Chroniony. Agencja Ochrony "Bako"(?). Bardzo jestem ciekawa, czy ten obiekt jest zabytkiem, czy stanowi skład jakiś materiałów. W krajobrazie wioski zwracają uwagę pochylone ze starości chałupki, budowane na zrąb z grubych drewnianych belek, niektóre bielone są wapnem. Ich "przedwieczny" wygląd "kłóci się" ze współczesną "elegancką" murowaną zabudową, której, ale to tylko moje prywatne zdanie nie znoszę, bardziej urzeka mnie ta przemijająca starość... Dostrzec można również domy budowane z piaskowca, tzw. "opoki", na jednym z gospodarczych budynków dostrzegam datę 1935 rok, zapewne są i starsze.
W Kawęczynie (a także w poprzednio opisywanych wioskach) zobaczyć można odchodzące już w zapomnienie suszarnie tytoniu. Gdzie są te czasy, kiedy Zamojszczyzna była tytoniowym zagłębiem, a uprawa tej, nie wspomnę jak "pożytecznej" rośliny przynosiła całkiem znośne dochody rolnikom, ale nie tylko. Nawlekanie tytoniu stanowiło także sposób zarobkowania przez dzieci i młodzież, o ile pamiętam (lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku) za jeden drut (długości ok. 1,5 m.) nawleczonego tytoniu płacono złotówkę. Nawlekanie to jeszcze znośne zajęcie, gorzej gdy trzeba było iść z rodzicami zrywać lepiące się w rozgrzanym, letnim powietrzu liście.
22 lipca 1985 roku wzniesiono w Kawęczynie obelisk upamiętniający walkę mieszkańców i żołnierzy AK z okupantem. Kiedy fotografowałam budynek strażnicy OSP, na którym znajduje się tabliczka informująca u kogo znajduje się klucz (nazwisko nieczytelne) w odległości 300 m. od budynku, stojący przy sklepie mężczyźni wtrącili uwagę iż budynek jest na sprzedaż. Kiedy podziękowałam mówiąc że nie jestem zainteresowana kupnem, odpowiedzieli całkiem poważnie, że to prawda tylko, strażnicę budowali miejscowi chłopi zwożąc deski z tartaku w Zwierzyńcu, a teraz sprzedaje burmistrz...
Kolejna figura z inskrypcją - prośbą Boże błogosław nas wszystkich. Pod Twoją obronę uciekamy się Święta Boża Rodzicielko. Rok fundacji 1905. To już kolejny raz pojawia się data 1905. Musiał zatem być ten rok niezwykle istotnym w życiu mieszkańców tychże wsi. Na arenie ogólnopolskiej miała wówczas miejsce rewolucja, a celem ogólnospołecznych wystąpień było zdobycie pewnych swobód narodowych, jak: zakładanie szkół z językiem polskim, tolerancja religijna, poprawa warunków pracy robotników, a w Szczebrzeszynie?
W roku 1905 miasto odwiedził biskup lubelski – ks. Franciszek Jaczewski. Dzięki działalności Jana Korby i L. Śledzińskiego powstał lokalny oddział Polskiej Partii Socjalistycznej, wspomniani działacze byli również założycielami PPS w Klemensowie i Zamościu. Z wydarzeń jakie w omawianym roku zaprzątnęły uwagę mieszkańców miast należy wymienić pogrzeb na miejscowym cmentarzu uczestnika akcji bojowej pod Zwierzyńcem – Mitka ps."Witek", członka organizacji bojowej PPS; Mitek pochodził z powiatu lubartowskiego, zginął podczas potyczki z Kozakami we wsi Podborcze. Co z pewnością znalazło jakiś oddźwięk wśród mieszkańców Kawęczyna i okolicznych wsi.
Wkraczam na teren Szczebrzeszyna, a właściwie przedmieścia o nazwie Błonie. Witają mnie drewniane domy (do centrum miasta jeszcze kawałeczek), w tym także szalowane, stodoły, budynki gospodarcze, szopy i nagle zderzenie z rzeczywistością... elegancki, biały domek, w którym zlokalizowano sklep, ale to, co zwróciło moja uwagę to reklama o treści Browar w Zwierzyńcu 1806 z herbem m. Zwierzyńca, reklama przykuwająca wzrok i chyba jej pomysłodawcy o to chodzi, w końcu zwierzyniecki browar, to browar z tradycjami. Odruchowo fotografuję, bo nie spotyka się na co dzień tak "inteligentnych" reklam, a tu problem. Ze sklepu wychodzi sprzedawczyni i zwraca mi uwagę dlaczego fotografuję, przecież sklep stoi na prywatnej posesji, wiec powinnam spytać o zgodę... Kto ma w tym wypadku rację - ja , czy ona, nie wiem, w końcu reklama jest dla wszystkich, a nie tylko właścicieli sklepów. Czy miałam tłumaczyć, że super reklama, że warto nią jeszcze kogoś zainteresować.., nie ważne. Kolejny, uroczy (bo dla mnie wszystko co stare jest urocze, przepiękne i ważne zachodu) dom zbudowany z "opoki", na którym przy wejściu zachowała się tabliczka, już przerdzewiała z numerem 74, dom kryty dachówką. Dziś już się tego rodzaju pokryć dachowych (z cementu z domieszką wapna i piasku) nie produkuje, ale ja pamiętam taką domowa produkcję, kiedy spaliły się w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku nasze zabudowania gospodarcze u mojego wuja Feliksa w Czarnymstoku i wtedy właśnie produkowaliśmy taką dachówkę.
Znów figura, tym razem data fundacji to rok 1906. Sporo studni na korbę, podobno woda z nich najsmaczniejsza... Pasieki ulokowane w sadach z przyczyn wiadomych, domowy miodek najlepiej smakuje, ale jest jeszcze coś, nagle słyszę słynne "psiakrew, psiakrew.." już wiem, już dostrzegam - dorodna pantarka (pięknie upierzona, kiedyś moja babcia o takich piórkach mówiła, że są siemieniate) drepcze sobie po podwórko. Zabawnie brzmi ten głos, czy ptaszysko coś chce mi zakomunikować, a może nastraszyć.. nie wiem.
Miasto Szczebrzeszyn tuż, tuż, jeszcze tylko powitanie z Panem Chrząszczem, szemrzące fale Wieprza, oryginalne na szczebrzeszyńskim terenie gany - strome urwiska przy ulicy dr Klukowskiego, szpital, kościół św. Katarzyny, ruchliwa ulica Zamojska - cywilizacja... Pozostawiam za sobą rozległe pola pachnące świeżym oddechem nadchodzącej wiosny, las, tajemniczy jak zawsze, zapraszający do zielonego wnętrza, gdzie cisza, trzask łamanych pod stopą gałązek, obłoki w milczeniu nad wierzchołkami drzew płynące gdzieś tam, w swoja stronę... A gdy tęsknota z Roztoczem znowu da mi się we znaki powrócę - jesienią, złotą, albo zachlapaną deszczem, nie ważne, to będzie moja jesień, lub zimą by w śnieżnej dali na chwilę zabłądzić i odpocząć od zgiełku, codzienności wielkomiejskich ulic...




Strona Główna    Publikacje