B C E F G H I J K M O P R
S T V W Ź Ż
G

Gierczak (...)

Rzemieślnik,w okresie międzywojennym zajmował się wytwarzaniem gontów; poryta była nimi większa część szczebrzeszyńskich dachów (autor hasła Jan Jurczykowski)

Godziszewski Stanisław

Nauczyciel, pracę w Szkole Wydziałowej w Szczebrzeszynie rozpoczął w roku 1811 jako kollaborator (pomocnik nauczycieli), w roku 1819 zdał egzamin państwowy uprawniający go do pracy w charakterze nauczyciela - w roku 1842 powołany został na stanowisko dyrektora. Wykładał język polski i łaciński; w szczebrzeszyńskich szkołach pracował do roku 1848 - zmarł w roku 1849, pochowany jest na miejscowym cmentarzu. Jego uczeń - absolwent gimnazjum - Czesław Szczebrzeszak napisał w swoich wspomnieniach o Stanisławie Godziszewskim:" człowiek uczciwy i zacny, z dobrodusznej i nastrojonej powagą jego miny uczniowie jak zwykle robili sobie żarty, ale kochali go..."

Gołąb Jan

Nauczyciel i opiekun drużyny skautów w Szczebrzeszynie założonej w 1916 roku przez Franciszka Przyrowskiego

Gosiewski Marcin ks

Marcin Gosiewski urodził się 9 listopada 1777 r; w latach 1781-1794 uczył się w Publicznych Szkołach Szczucińskich. Od 1796 roku - do święceń kapłańskich w roku 1801 w Pułtuskim Seminarium Duchownym.
Po święceniach kapłańskich pracuje jako wikariusz w kościele parafialnym w Jędrzejowie, a następnie, przez trzy lata, pozostawał proboszczem w parafii w Zawadach. W 1813 r. biskup diecezjalny skierował go do Seminarium jako profesora, a pod koniec roku do Szkół Łomżynskich gdzie pełnił funkcję Rektora1.
W 1816roku, wobec przychylności XII ordynata Stanisława Kostki Zamoyskiego, ks. Gosiewski rozpoczął starania o probostwo szczebrzeszyńskie. Wobec zmieniających się warunków politycznych i prawnych trwały one aż do roku 1824. Dopiero gdy rozdzielono probostwo kolegiackie zamojskie od szczebrzeszyńskiego, a prawo zaproponowania proboszcza szczebrzeszyńskiego pozostawiono ordynatowi, ks. Marcin Gosiewski objął stanowisko proboszcza w Szczebrzeszynie - "instytuowany został". Sprawował tę funkcję z pożytkiem dla parafii przez prawie 30 lat - do roku 1851.1
Dzięki jego poczynaniom restaurowano kościół i jego otoczenie niemal nieprzerwanie; przeprowadził również remont kościoła św. Leonarda. Był wyrozumiałym dla młodzieży i profesorów rektorem szkół szczebrzeszyńskich. Tę pomoc wspomina np. szykanowany przez współpracowników Stanisław Kiewlicz, wieloletni nauczyciel szkół szczebrzeszyńskich.

Opracował Leszek Balicki

Górkowie

Właścicielami Szczebrzeszyna wraz z przyległościami zostali na mocy dekretu sejmowego z 1555 roku - byli to bracia Andrzej, Łukasz i Stanisław- prawnukowie Elżbiety córki Dymitra z Goraja. Górkowie byli wyznawcami kalwinizmu, podczas ich bytności w mieście otwarto szkołę przyzborową - jej rozwój przyćmiła słynna w ówczesnej Rzeczpospolitej szkoła kalwińska w pobliskim Turobinie założona przez Stanisława Górkę, ponadto dbali o rozwój Szczebrzeszyna i jego bezpieczeństwo - rozpoczęli budowę murów obronnych czerpiąc środki finansowe z dochodów miejskich.

Górniak Maria

Maria Górniak (z domu Ryzner) była nie tylko nauczycielką w szkole zawodowej w Szczebrzeszynie czy pedagogicznej, ale potem dyrektorem, jednym z najlepszych w kraju, szkoły podstawowej w Bodaczowie na owe czasy najlepszej podstawówki na Lubelszczyźnie potwierdzone nagrodami i zwycięstwami uczniów w licznych konkursach); osoba ta związana ze Szczebrzeszynem zasługuje i jest umieszczana w wielu publikacjach ze względu na swój wkład w oświatę regionu i gminy Szczebrzeszyn.

Mateusz Godawa

Górski Aleksander

Proboszcz szczebrzeszyńskiej parafii unickiej (XVIII wiek), wypowiedział się na temat cerkwi zlokalizowanej przy obecnej ulicy Sądowej, że jest to najdawniejsza budowla na terenie miast sięgająca początkami 1194 roku. W podziemiach jej spoczywać miały zwłoki fundatora obiektu - Andrzeja Górki i jego rodziny.

Grabarski Jan

Proboszcz szczebrzeski, urodzony 1846 roku; święcenia kapłańskie otrzymał w roku 1882 - "niezwykle surowy dla ludzi, krzyczący na nich i nie raz dosłownie bijący przy konfesjonale podczas spowiedzi" (wypowiedział się na temat jego osoby ks. Czesław Bartnik w pracy "Mistyka wsi" (Radom 2003). Ks. Grabarski 1/13 sierpnia 1893 roku udzielił chrztu świętego ojcu ks. Czesława Bartnika - Michałowi Bartnikowi.

Grabarski Jan Nepomucen

Proboszcz parafii szczebrzeszyńskiej, prałat kolegiaty zamojskiej, w lipcu 1906 u wejścia do kaplicy pałacowej w Klemensowie witał ordynata hr. Maurycego Zamoyskiego z nowo poślubioną małżonką - Marią z Sapiechów Zamoyską; ślub odbył się 18 lipca 1906 roku w Biłce Szlacheckiej - majątku Sapiechów. Żył lat 64 lat; zmarł 4 maja 1913 roku; dla uczczenia jego ofiarnej pracy na niwie Pańskiej parafianie wmurowali pamiątkową tablicę w kościele pod wezwaniem św. Mikołaja.

Grabowski Jan

Proboszcz parafii Szczebrzeszyn na przełomie XIX - XX wieku, w roku 1900 uzyskał pozwolenie od władz zwierzchnich kościelnych na odbudowę kościoła pod wezwaniem św. Mikołaja w Szczebrzeszynie.

Griner (...)

Żyd szczebrzeszyński, z zawodu krawiec, zatrudniony był jako kino operator w kinie "Muza". Żona Grinera (nieznana z imienia) należała do Związku Młodzieży Komunistycznej; obawiając się Niemców wyjechali oboje wraz z 6 - 7 miesięcznym dzieckiem z wycofującymi się ze Szczebrzeszyna Rosjanami we wrześniu 1939 roku. Z Armią Andersa Griner wszedł na teren Związku Radzieckiego. Przeżył wojnę - w latach 40 (może rok 1947) przysłał kartkę do Wiesława Krzeszowskiego, syna właściciela kina, w którym był przed wojna zatrudniony - poinformował, "że urodził mu się drugi syn, mieszka w Tel - Awiwie i ma prywatne kino". Na ile ta wiadomość była wiarygodna trudno dociec - nie udało się pomimo poszukiwań prowadzonych przez rodzinę Krzeszowskich odnaleźć Grinera, ani uzyskać danych odnośnie rzekomo prowadzonego w Tel - Awiwie kina (hasło opracowane na podstawie relacji Wiesława Krzeszowskiego)

Grojser Jankiel zapamiętany....

Jankiel Grojser, ostatni szczebrzeszyński Żyd zmarł naturalną śmiercią w 1970 roku. Po powrocie z frontu - walczył pod Monte Cassino zaprzyjaźnił się z rodziną Józefy Kimaczyńskiej, to jej wspomnienia oraz córki Anieli z Kimaczyńskich Kowalikowej posłużyły do napisania poniższego tekstu.

***

Jankiel Grojser był bardzo dobry, uczciwy, rzetelny. Jak wrócił po wyzwoleniu, otworzył swój sklepik przy ulicy Kościuszki. Od 1953 roku wynajmował mieszkanie u Kimaczyńskich. W lecie spał w stodole, zimą w domu. Sam przygotowywał sobie posiłki - nie chciał jeść tego co przygotowali Kimaczyńscy. Brał tylko mleko, bo my mieliśmy dwie krowy - opowiada Józefa Kimaczyńska, kartofle , jak się ugotowało to też brał.
Jednego razu jak przyszłam ze szkoły wspomina córka Józefy - Aniela Kowalik, rodzice byli w pracy, to on sobie gotował, tak pachniała zupka, to była pomidorówka, więc podniosłam pokrywkę, a on wszedł. Jak się wściekł! . Musiałam uciekać - gonił tak za mną dłuższy czas. Ja tylko poszłam zobaczyć co on gotował. Ledwo uciekłam, chyba by mnie zbił.
Dawniej nie było telewizora, komputerów, więc co wieczór schodzili się do nas znajomi, modliliśmy się, czytali wieczorami późną jesienią "Trylogię" - każdy po kawałku czytał. Jankiel uwielbiał pieśni i litanie do Matki Boskiej - sam się z nami modlił.
Miał takie swoje upodobania - opowiada inna z mieszkanek Szczebrzeszyna pani Łaszkiewiczowa - gdy dzwonili na Anioł Pański to się żegnał i klękał. Gdy pytano go dlaczego jako Żyd to robi, odpowiadał "gdybyś tam był gdzie ja też byś tak klękał i modlił się". On się modlił dlatego, uważa pani Łaszkiewiczowa, że nie mógł wywdzięczyć [się] Bogu, za to, że przeżył.
Był taki troszkę dziwaczny - sam sobie nie chciał pomóc. Tatuś (kontynuuje wspomnienia Aniela z Kimaczyńskich Kowalikowa)wystarał mu się o rentę, już nie pamiętam jaką - odmówił, nie chciał przyjąć. Zaczęli mu pomagać Żydzi, przysyłali paczki.... Lubił bardzo moją młodszą siostrę, mówił do niej "pamiętaj Tereska, jak ja umrę, żebyś mnie spaliła w piecu Waligóry.2 a miał platynowe zęby, dwa czy więcej - "zęby to sobie weź". On u nas przebywał jak członek rodziny. Ubierał się bardzo skromnie, nosił tylko robocze ubranie, łaty..., ale czyściuni był. Lato, zima - mróz 30°, a on pod most chodził się kąpać. Tak sobie ubzdurał i tak sobie robił. Później jak wyszłam za mąż poszłam go odwiedzić - mieszkał wtedy w starej hali [targowej, w okropnych warunkach, był chory. Mówił, ze jak wyzdrowieje to przyjdzie do nas, ale umarł - nie przyszedł.
Opowiadał mi o swoich przeżyciach pod Monte Cassino, jak poszedł z Armią Andersa; miał swój samochód, z tym samochodem przez tę Saharę, prze te ciepłe kraje tam wędrował i dotarli na Monte Cassino. Ogień, strzelanina, nie ma powrotu. Do przodu nie ma co - to mówi, że puścił się tym samochodem z takiej bardzo dużej góry, a na dole był rzeka i z tego pędu samochód przeleciał przez rzekę - uratowali się. Mówił też - dodaje Józefa Kimaczyńska, że pod Monte Cassino jak było natarcie to w nocy było tak jaśniutko jak w dzień.
Przyjecha ł do Szczebrzeszyna - opowiada Aniela Kowalikowa, tutaj została jego siostra Dwojra i brat Symcha. Przed wyzwoleniem ktoś naskarżył, że w mieście są Żydzi i zabili ich. Prawdopodobnie niejaki Gąska, ponieważ chciał zamieszkać w domu Grojsera, albo Juchym Pilip - tak ludzie mówili, to taki szumowina, ormowiec...
Mówią, że Jankiel miał kobietę - to nie prawda. Nie miał nikogo, był bardzo uczciwy, pomagał ludziom; u Łosiewicza dzieci bawił, śpiewał, wesoły był, taki z życiem. Był bardzo zdolny - jak chodziłam do szkoły, były (nie pamiętam w której klasie) słupki - dodawanie, odejmowanie, dzielenie, mnożenie. To były tysiące przez tysiące, a on oczy zamknął i już mi wyliczył. Nie dowierzałam, o tak wyliczyć! I na ten ołówek sprawdzałam. Taki zdolny był! Jak on to dzielił, mnożył? Wartościowy był człowiek, ale wojna zrujnowała mu życie. Bardzo lubił swoją siostrę - uzupełnia Józefa Kimaczyńska - dużo o niej mówił. Wśród naszych leży dodaje Aniela Kowalikowa i bardzo dobrze. Dbamy o ten grób, kwiaty tam sadzimy...
Pracował w Gminnej Spółdzielni w Rozlewni Piwa i Wód Gazowanych (uzupełnia Bożena Rembisz) - lemoniadę rozwoził, taki wózek miał na dwóch kółkach. Jeśli chciało go się czymkolwiek poczęstować to nie brał, ale jak się położyło, to wtedy sobie wziął.
Bardzo lubił dzieci woził mnie na wózku, bo ja byłam córką pana kierownika - mój ojciec - Walenty Kusy był kierownikiem gastronomii w Szczebrzeszynie. Oprócz oranżady Jankiel rozwoził także piwo taką dwu kułką... Zawsze był wesoły, zawsze sobie śpiewał. Na nowy rok zakładał nowy fartuch i mówił: "nowy rok, nowy fartuch". Jak się z nim rozmawiało to mówił mądrze.
Moja mama (Józefy Kimaczyńskiej) powiedział kiedyś do niego " oj Jankiel byś się przepisał na wiarę katolicką". A on - wiesz Józka, tak się do mnie zwracał - "ja rozmawiał z kanonikiem [z ks. proboszczem Szepetowskim] - on mi nie kazał; w jakiej wierze się urodziłeś w takiej umrzyj". Nigdy nie narzekał - ani na Niemców, że mu rodzinę wymordowali, ani na nikogo nie narzekał. Nie wiem jak on to wszystko w sobie mógł przeboleć...
Jak w rezurekcję,3 to było na wiosnę ten plac przed Prezydium chłopi zastawili furmankami, to Jankiel od rana fartuch na siebie założył i po kolei wszystkie konie poił - mówił "Józia, wszystkie konie napoiłem". Brody nie nosił, golił się, niewysoki był. Posiadał zdjęcia rodzinne, ale nie zachowały się; ci, co porządkowali [mieszkanie] po jego jego śmierci pewnie spalili to wszystko.

***

Według "Memory to the Jewish Community of Shebreshin." (Kiriat Yam 1984 s. 478 ) z rodziny Grojserów zginęli: Abraham, Debora, Efraim, Lea, Motł, Symcha.

Opracowała Regina Smoter Grzeszkiewicz


Strona Główna    Mieszkańcy



1. APL (Archiwum Państwowe w Lublinie) AOZ (Akta Ordynacji Zamoyskiej) - 3352. Bieg życia X. Marcina Gosiewskiego, k. 14.
2. w Fabryce Kalafonii i Terpentyny założonej przez inż. Andrzeja Waligórę w okresie międzywojennym na Brodach k/ Szczebrzeszyna
3. nabożeństwo w kościele katolickim odbywające się o wczesnej godzinie w Niedzielę Wielkanocną