B C E F G H I J K M O P R
S T V W Ź Ż
K

Kalbfeld

Uczennica Gimnazjum im. Zamoyskich, z pochodzenia Żydówka; nie udało się ustalić jej imienia. Zamordowana przez Niemców - "stanęła w obronie ojca, za co o mur roztrzaskano jej głowę..."1

Kiewlicz Stanisław

Urodził się 3 marca 1803 roku w Szweksznie na Żmudzi w rodzinie ziemiańskiej. Gimnazjum ukończył w Słucku. W latach 1820-1824 studiował literaturę na Uniwersytecie Wileńskim. Brał żywy udział w życiu filaretów Był tak wybitnym uczniem, uzdolnionym szczególnie lingwistycznie, że zwrócił na niego uwagę Joachim Lelewel, uformował go jako człowieka, patriotę i pedagoga, i osobiście zasugerował pracę w gimnazjum Zamoyskich w Szczebrzeszynie.
Na początku 1825 roku znalazł się Kiewlicz w Szczebrzeszynie, gdzie z zapałem i entuzjazmem przystąpił do pracy. Chciał dawać młodzieży z siebie wszystko co najlepsze, a był doskonale przygotowany, gdyż uczelnia wileńska skupiała wówczas grono wybitnych naukowców. Kiewlicz wykładał grekę i łacinę, pasjonowały go te przedmioty, miał więc odpowiedni zasób wiedzy, którą od razu zabłysnął. Miał też niezwykłą łatwość wymowy, uprzejmość dla uczniów, elegancki sposób bycia. Zdobył więc uznanie i sympatię młodzieży ale też i zawiść zasiedziałych w Szczebrzeszynie starszych kolegów. Podtrzymywał go na duchu ówczesny rektor, ks. Michał Gosiewski, który łagodził wzajemne scysje. Własnym sumptem sprowadzał Kiewlicz książki i periodyki, pisał prace na różne tematy, tłumaczył. Biblioteka szkolna posiadała wówczs niewiele, bo dwa i pół tysiąca przypadkowych tomów.
Szczebrzeszyn tamtych czasów tak oceniał Kiewlicz: "Miasteczko, a raczej wieś, nikt w nim nie mieszka z obywatelów, sami Żydzi i włościanie. Szkoły za miasteczkiem składają się z 5 gmachów o dwu lub trzech piętrach. Biblioteka łachmanami napełniona, nic z nowych rzeczy, a stare niewiele warte. Historia bardzo biedna, ledwie ksiąg kilka do polskich rzeczy, o których później doniosę." - pisał do swego mistrza i protektora.
"Uczniowie nic nie umieją po łacinie, tym bardziej po grecku, ani ksiąg, które nieodbicie są potrzebne, nie mają i zmusić ich do nabycia niepodobna, gorzej tu, jak w klasztorze... Ledwie, że nie żałuję żem się tu pośpieszył"

***

Byli jednak i tacy, którzy cieszyli się z pozyskania tak utalentowanego i pełnego entuzjazmu nauczyciela. Aby go na trwałe związać ze Szczebrzeszynem zachęcono go do ożenku. Zabiegi te wkrótce okazały się skuteczne - doszło do ślubu. Panna młoda wniosła w posagu 4 tysiące zł i inne dobra. Uzdrowiło to nie najlepszą sytuację materialną Kiewlicza - z wiana żony pospłacał wierzycieli. Dla polepszenia swej sytuacji finansowej wziął w dzierżawę folwark Brody. Niezbyt skrupulatny w traktowaniu dóbr materialnych, zaspokoiwszy jedne długi, popadał w drugie.
Z biegiem lat w szkole na Kiewlicza spadały coraz większe obowiązki. Zaczął uczyć polskiego. Potem zlecono mu wykłady ze statystyki i historii Rosji prowadzone w języku rosyjskim. Kierował i wzbogacał swoimi książkami i książkami Lelewela bibliotekę szkolną. Przepisywał wykłady profesora, tak zwane seksterna - zachowały się i służą do dziś wielorako nauce polskiej.
Przygotował słownik łacińsko-polski na potrzeby uczniów, gramatykę łacińską.Nawet zapracowany Lelewel kopiował dla szkoły w Szczebrzeszynie różne artykuły z fachowej prasy, nie mógł bowiem odmówić swemu młodemu przyjacielowi. W centrum zainteresowania szczebrzeszyńskich pedagogów były czasopisma: "Dziennik Wileński", "Dziennik Warszawski", Gazeta Polska". Kiewlicz prosił o ich wypożyczenie albo kupienie dla szkoły
Nieocenione są tak zwane "Programaty Szkolne", które dochowały się do naszych czasów, uzupełniając braki w zdewastowanych archiwaliach polskich. Umieszczano w nich artykuły na różne tematy, opracowane przez pedagogów. Ordynat Stanisław Zamoyski, angażując nauczycieli do swego gimnazjum, zobowiązywał ich do prac badawczych, "do pisania na temat dziejów familii i układania rękopisów bibliotecznych". Tylko nieliczni w gimnazjum szczebrzeszyńskim zdobyli się na taką działalność.
Stanisław Kiewlicz pracował pilnie i dużo. Obok obowiązków pedagoga i inspektora szkoły (od 1841 roku) wykładał język polski na pensji żeńskiej (była to pensja prowadzona przez Teofilę z Jaszczodołów Rederową, gdzie gros wykładowców z Gimnazjum im. Zamoyskich prowadziło zajęcia z dziewczętami). Mieszkał w Brodach koło Szczebrzeszyna, ale wystarał się o bezpłatne mieszkanie w obrębie szkoły, bo uciążliwe dojazdy nie pozwalały mu sprostać nałożonym nań zadaniom. Od 1 sierpnia 1847 roku, przez blisko 15 miesięcy, sprawował funkcję dyrektora szczebrzeszyńskiego gimnazjum. Dotychczasowy dyrektor - Stanisław Godziszewski z powodu choroby przestał pracować, chociaż cały czas pobierał uposażenie.
Utrzymanie dyscypliny w szkole nie było wtedy rzeczą łatwą. Niespokojna, patriotycznie nastawiona młodzież burzyła się. Szczególnie gorący był tu rok 1847. Urządzano manifestacje, nawiązywano kontakty z działaczami politycznymi w kraju i za granicą, porozumiewano się z ks. Ściegiennym, uciekano do Galicji. Na rynku w Szczebrzeszynie spalono podobiznę cara. W rezultacie śledztwa kilku uczniów skazano na Sybir. Miejsce rektora Godziszewskiego zajął Piotr Romanowski, lojalista wobec nowych władz, inspektor z Warszawy.
Wreszcie restrykcje dotknęły i Stanisława Kiewlicza. W 1848 roku usunięto go ze stanowiska inspektora oświaty. Pozostał we wspomnieniach uczniów jako człowiek erudyta, dobry i uczciwy, uprzejmy i łagodny, "sławny z zajmujących wykładów i płynnej deklamacji".
Wyrugowany przez zaborcę z macierzystej szkoły Kiewlicz przeniósł się do Warszawy. Zajmował się wychowaniem synów Andrzeja Zamoyskiego, był dyrektorem Instytutu Szlacheckiego, kompletował jego bibliotekę.
Nie trwało to długo. Ostatni okres życia Kiewlicza jest przykry i upokarzający.. Był znów bardzo zadłużony. Zamoyscy domagali się od niego zaległości za dzierżawienie Brodów. Wynosiły one ponad pięć tysięcy złotych polskich. W zachowanej korespondencji Kiewlicz przypomniał swoje niekwestionowane zasługi dla Ordynacji i jej szkoły w Szczebrzeszynie. Jest to jakby jakieś podsumowanie życia i wysiłków tego człowieka, warto więc list przytoczyć w zasadniczym fragmencie: "jest rzeczą zdumiewającą, że Zamoyscy w tym wypadku okazali twarde serce. Sprawa ciągnęła się długo i na koniec znalazła epilog w sądzie. W końcu doszło do zawstydzającej egzekucji w dniu 2 września 1866 roku. Okazało się, że trud komornika był daremny, gdyż żadnego majątku Stanisław Kiewlicz, wieloletni tak zasłużony pedagog, nie posiadał. Jest to najlepszym świadectwem, w jak niemożliwie trudnych warunkach pracowała w zaborze rosyjskim oświata polska, jak nędzne były podstawy egzystencji nauczycieli wszystkich stopni i rodzajów szkół. Wyczerpująca i odpowiedzialna praca, zużywająca przedwcześnie siły fizyczne i duchowe, wykonywana była w dużej mierze z poczucia obowiązku patriotycznego. Nauczyciele polscy byli w tym okresie w okupowanym i ciągle rusyfikowanym intensywnie kraju bohaterami dnia codziennego. Oni kształtowali oblicze duchowe narodu. Zmarł Stanisław Kiewlicz a Warszawie i tu prawdopodobnie został pochowany. W kościele parafialnym w Szczebrzeszynie znajduje się tablica z napisem tej treści: "Ś.P. Stanisław Kiewlicz, Kandydat Filozofii Uniwersytetu Wileńskiego, nauczyciel i inspektor szkól szczebrzeszyńskich im. Zamoyskich od roku 1825 do 1848. Urodzony na Żmudzi 3 marca 1803 r., zmarł w Warszawie 16 marca 1879 r."

Opracował Leszek Balicki na podstawie pracy M. Adrianek:" Jak Stanisław Kiewlicz pracował w Szczebrzeszynie"

Kimaczyńska Józefa JÓZEFA KIMACZYŃSKA WIERSZE

Urodziła się i wychowała na Brodach k/Szczebrzeszyna - z domu Kołcon; po wyjściu za Kimaczyńskiego zamieszkała w Szczebrzeszynie. Nie wyróżnia się niczym specjalnym spośród mieszkańców miasta poza tym, że pisze... wiersze; jak bardzo są interesujące i warte upamiętnienia przekonałam się słuchając jej recytacji, z tego też powodu zamieszczam tytułem "ocalenia od zapomnienia" kilka na niniejszej stronie .

Kimaczyński Stanisław PIECZĄTKA WYPOŻYCZALNI

Nauczyciel, około roku 1927 otworzył w Szczebrzeszynie księgarnię, a przy niej wypożyczalnię książek (w okresie wcześniejszym, lata 1915 - 1925 pracował w Ujazdowie). Księgarnia znajdowała się przy ulicy Zamojskiej - w zbiorach córki Stanisława - Krystyny Niechaj zachował się egzemplarz książki zawierającej znak firmowy księgarni.
Podczas okupacji zajmował się tajnym nauczaniem w pobliskim Sułowie; księgarnię, w której było wszystko, co się dało sprzedać zaopatrywał sam, m in. także poprzez prenumeratę książek i czasopism. Na jej zapleczu , jak wspomina Krystyna Niechaj znajdował się malutki pokoik, gdzie zbierali się przyjaciele Kimaczyńskiego na herbatkę i pogaduszki.
Przed zakończeniem wojny Niemcy podjęli decyzję co do dalszych losów placówki - padła z ich strony propozycja, by Stanisław zapisał się na listę Volksdeutschów, gdy odmówił księgarnię zamknięto. Bezpośrednim wykonawcą niemieckiego zarządzenia był niejaki Peter Ohly - nazwisko to rodzina Kimaczyńskich pamięta do dziś. Księgozbiór pieczołowicie gromadzony przez lata został zagrabiony przez Niemców. Gdy o incydencie dowiedziała się hrabina Maria Zamoyska udzieliła Kimaczyńskim materialnego wsparcia.
Po wyzwoleniu Stanisław Kimaczyński pracował w Liceum Pedagogicznym w Szczebrzeszynie, jedną z jego uczennic była Zofia Basajewska, dziś emerytowana nauczycielka.2

Kisiel Maria KISIEL MARIA WIERSZE PODZIĘKOWANIE

Maria Kisiel, córka Stanisławy i Pawła Flisów urodziła się 20 maja 1951 roku w Szczebrzeszynie. Szkołę podstawową ukończyła na Błoniu, średnią - Liceum Ekonomiczne o specjalności "wiejski obrót towarowy" w Tarnogrodzie . Urodziła dziewięcioro dzieci.
Pisać zaczęła w grudniu 1999 roku po powrocie z Częstochowy, gdzie uczestniczyła w proteście "obrona Radia Maryja"; a było to tak: córka poprosiła , by napisać jej jakiś wiersz na wyraźną prośbę nauczycielki Krystyny Czerwińskiej rodem z Kwęczyna; po tym wierszu powstał następny dla drugiej córki . Właściwie to miałam napisać tekst prozą na temat "przejście z tego świata na tamten świat" na podstawie trenów Jana Kochanowskiego - opowiada p. Maria , ale ja tym już żyłam i zamiast prozy napisałam wiersz - i tak się zaczęło.
Maria z Flisów Kisielowa pisze do szuflady - jej utwory nigdzie dotąd nie były publikowane. Jest przekonana, że w tym co robi pomaga jej Matka Boża Częstochowska. Są to wiersze religijne, okolicznościowe; poetka czynnie zaangażowana jest w ruchu obrony życia poczętego- ten motyw pojawia się dość wyraźnie w jej twórczości.
Dużo miejsca poświęca ukochanej rodzinnej wiosce i położonemu nieopodal grodowi chrząszcza - Szczebrzeszynowi. Wiersze są rozległe - jak rzeka - nie umiem inaczej pisać mówi Maria Kisiel, swoje myśli muszę do końca wypowiedzieć. To, co mnie boli i cieszy, to czym żyję pragnę przelać na papier; wszystko chciałabym zapisać. Pragnę pisać o tym, czego już nie ma (dawne wiejskie żniwa, znikające słomiane strzechy, stare sprzęty...)
Wiersze Marii Kisielowej z uwagi na ich "rozwlekłość" prezentowane będą w odcinkach. Zapraszam do lektury.

Regina Smoter Grzeszkiewicz

Klukowski Zygmunt ZYGMUNT KLUKOWSKI

Ordynator szpitala, w Państwowym Seminaruim Nauczycielskim Męskim prowadził zajęcia z zakresu higieny, pełnił również obowiązki lekarza szkolnego.
urodził się 23 stycznia 1885 roku w Odessie jako syn właściciela apteki mgr farmacji Jordana Klukowskiego i Felicji z Podwińskich. W roku 1896 rodzina jego przeniosła się do Moskwy, tutaj ukończył w 1904 roku Gimnazjum. W rok później już jako student angażuje się w działalność rewolucyjną. Po roku przenosi się z Uniwersytetu Moskiewskiego na wydział lekarski Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.
Po uzyskaniu stopnia doktora medycyny w Krakowie powrócił do Rosji. Dyplom nostryfikował w Kazaniu, następnie otrzymał posadę lekarza w prowincjonalnych szpitalach guberni mińskiej. W latach pierwszej wojny światowej pracował jako lekarz w wojsku rosyjskim, podczas działań wojennych znalazł się na froncie niemieckim.3 Po demobilizacji w 1918 roku przyjeżdża do Polski i podejmuje pracę w szpitalu w Krasnobrodzie. W rok później zostaje dyrektorem szpitala w Szczebrzeszynie - powierzoną mu funkcję pełni do czasu przejścia na emeryturę - 1946 rok.
Poza pracą zawodową dr Klukowski oddawał się z pasją działalności kulturalnej - był założycielem i redaktorem periodyku Kronika Powiatu Zamojskiego (1918-1921)4, oraz współtwórcą i wieloletnim prezesem Koła Miłośników Książki w Zamościu, którego członkami byli ludzie tej miary co: Bolesław Leśmian czy Stanisław Młodożeniec.
Mimo nawału pracy znajduje czas by oddać się ulubionemu zajęciu jakim było gromadzenie zbiorów o bibliofilskiej wartości z zakresu medycyny (na Zjeździe Lekarzy Powiatowych woj. lubelskiego, który miał miejsce w dniach 29-30 października 1937 roku wygłosił odczyt na temat "Z dziejów medycyny w Zamojszczyźnie"), języka i historii literatury polskiej edycji autorów XIX-wiecznych i unikatowe wydania paru ballad Bolesława Leśmiana. Zgromadził także wiele innych cennych prac - ogółem około 8 tysięcy woluminów (po jego śmierci Główna Biblioteka Lekarska w Warszawie zakupiła z księgozbioru Doktora część spuścizny po nim, reszta - przeważająca większość została oddana w depozyt do Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego).
W okresie okupacji dr Klukowski był członkiem Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej. Z tego okresu pochodzi jego niesamowite w swej treści dzieło jakim jest "Dziennik z Lat okupacji Zamojszczyany 1939 - 1944 (Lubin 1958). Poza pracą nad"Dziennikiem..." Doktor zajmował się także gromadzeniem materiałów dotyczących zbrodni niemieckich, oraz działalności ruchu oporu na Zamojszczyźnie. Wynikiem tej pracy są cztery tomy "Materiałów do dziejów Zamojszczyzny w latach 1939-1944", oraz "Zbrodnie Niemieckie na Zamojszczyźnie". Podczas tych trudnych lat Zygmunt Klukowski zbierał również materiały do historii medycyny na Zamojszczyźnie
Podczas procesu w Norymberdze Zygmunt Klukowski występował jako główny świadek i rzeczoznawca, zaś jego praca "Zbrodnie niemieckie w Zamojszczyźnie" została w 1947 roku przetłumaczona na język niemiecki, w 1948 roku na francuski i angielski.
W 1948 roku z inicjatywy Doktora została otwarta w Szczebrzeszynie Miejska Biblioteka Publiczna w miejscu przedwojennej zamkniętej przez Niemców.
15 kwietnia 1950 roku dr Zygmunt Klukowski został aresztowany pod zarzutem przynależności do tajnej organizacji pod nazwą "Inspektorat Zamojski Armii Krajowej". Rehabilitacji doczekał się Doktor w roku 1956 - zmarł 23 listopada 1959 roku.

opracowała Regina Smoter Grzeszkiewicz

Kołodziejczyk Roman

Urodził się 28 lutego 1904 r w Szczebrzeszynie. Jego przodkowie mieszkali tu od ponad 250 lat, a pewnie i dłużej, lecz niestety nie zachowały się z tamtego okresu żadne dokumenty. W roku 1915 pozajęciu Szczebrzeszyna przez Austriaków otwarto pierwszą od 63 lat szkołę. Była to 7 klasowa szkoła powszechna do której uczęszczał również Roman. Był harcerzem, czy jak wtedy mówiono skautem, w drużynie założonej i prowadzonej przez nauczycielkę panią Jadwigę Cybulską.
W roku 1920 Roman,zatajając swój młody wiek, zgłosił się wraz z kilkunastoma harcerzami i kolegami ze Szczebrzeszyna, do tworzonego w Zamościu przez mjr Jaworskiego II szwadronu "Jazdy Ochotniczej" Dr Klukowski wymienia nazwiska ochotników w swoich wspomnieniach zdeponowanych w KUL. Po przeszkoleniu szwadron wyruszył na front, i w niedługim czasie osiągnął Międzyrzecz Podlaski. Tam szwadron został rozwiązany. Starsi zostali wcieleni do regularnych oddziałów, a młodsi wrócili do szkoły. Na całe życie zostało Romanowi wspomnienie fatalnej aprowizacji. Kilka tygodni żywieni byli grochem często nie dogotowanym.
Szkołę powszechną ukończył w roku 1922, i rozpoczął naukę w Państwowym Seminarium Nauczycielskim w Szczebrzeszynie. Po zdaniu matury w roku 1927, i uzyskaniu prawa nauczania w szkolnictwie powszechnym, został skierowany do pracy nauczycielskiej we wsi Podzitwa w woj. Nowogródzkim, w powiecie Lida graniczącym z woj. Wileńskim. Uczył w szkole czteroklasowej, i był tam jedynym nauczycielem. Pierwszy rok, tak jak jego przyszła żona i wielu młodych ludzi, pracował za darmo jako dar dla odrodzonej Polski.
Wieś Podzitwa otoczona była bagnami tak, że choć np.do Lidy w linii prostej było 16 km, to aby się do niej dostać trzeba było jechać drogą okrężną. Najpierw do miasteczka Raduń 18 km drogą wiejską, piechotą lub furmanką,. Dalej 23 km autobusem do stacji kolejowej Bastuny. Razem więc do tej najbliżej położonej stacji kolejowe było 41 km. Jeżeli już robiło się wyprawę do miasta to tylko pociągiem do odległego od Bastun o dziewięćdziesiąt kilometrów Wilna. Jeżeli służbowo do inspektoratu, innego urzędu, lub do lekarza to do Lidy, też z tej samej stacji.
Wilno to do dzisiaj piękne miasto, i mógłby z nim konkurować chyba tylko Kraków. Ale ile razy w roku można odbyć taką podróż? Co robić przez cały rok? Polować. W niedzielę wybrać się do kościoła do odległego o 18 km Radunia. Organizować zabawy i jeździć po kuligach. A lubił się bawić i tańczyć do białego rana. Do dzisiaj panie które go pamiętają wspominają, że był znakomitym tancerzem. Na wszystkich zabawach był wodzirejem przy czym świetnie prowadził tak walca jak i mazura czy poloneza. Jako wodzirej wystąpił tez w filmie "Kardiogram"nakręcanym w Szczebrzeszynie. Na zabawie jak i w życiu prywatnym nie pił alkoholu, i nikt chyba w całym jego długim życiu nie widział go podchmielonego. Za to do końca namiętnie palił papierosy.
Nauczyciele i administracja lokalna powiatu lidzkiego żyli i bawili się w swoim gronie, gdyż w zdecydowanej większości byli "obcymi"sprowadzeni z dawnej kongresówki i Galicji. Ludność miejscowa białoruska i litewska, wrogo nastawiona do polskiej szkoły, rywalizowała między sobą o przekształcenie jej w szkołą białoruską lub litewską. I o uczenie swoich dzieci mowy, literatury i historii ojczystej tj białoruskiej czy litewskiej, a nie obcej- polskiej. Odmowy posyłania dzieci, świadczeń na rzecz szkoły, nocne napady na szkołę były na porządku dziennym. Władze szkolne wyposażyły Romana w rewolwer.
Ludzie mieszkaliczęsto w kurnych chatach. Jedyny zarobek przynosiły ogromne zbiory grzybów, które po wysuszeniu sprzedawano za grosze przyjeżdżającym specjalnie po nie żydowskim kupcom. Pieniędzy otrzymanych za grzyby wystarczało tylko na sól. Jedzono to co uboga ziemia urodziła, dał las, co wyhodowano, i co złowiono w jeziorach. Chodzono w tym co utkano z lnu, wełny i w kożuchach. Na nogach noszono łapcie z łyka, zimą bogatsi buty z wyprawionej przez miejscowych skóry. Można sobie wyobrazić brud i zaduch w chatach, a także poziom higieny. Lekarzy zastępowali znachorzy i baby- szeptuchy.
Bieda była nieopisana, nawet oficjalnie nazywano te tereny Polską "C" Po drodze z Podzitwy do stacji kolejowej mijał Roman najpierw wieś Pielasy, gdzie znajdowała się cerkiew i parafia prawosławna, a następnie zaścianek szlachecki Pocieluńce. W tychże Pocieluńcach, jedynej wysepce polskości, uczyła Stefania Bielańska, przyszła żona Romana. Wzięli ślub 25.VIII.1929 r w Sokalu, rodzinnym mieście Stefanii. Dochowali się czworga dzieci: Romualda, Teresy, Elżbiety i Ireny.
Roman Kołodziejczyk był,jak ogromna większość mieszkańców Szczebrzeszyna, członkiem, a później i działaczem Narodowej Demokracji będącej w ostrej opozycji do rządzącego obozu Piłsudskiego. Nie patyczkowano się wtedy z opozycją. Starostowie mieli prawo zsyłać bez sądu przeciwników do obozu w Berezie Kartuskiej. Wielu opozycjonistów zostało aresztowanych, lub musiało uciekać za granicę. Na niższym szczeblu rugowano ich z pracy. W ten sposób i Romanowi na początku lat trzydziestych XX wieku cofnięto prawo nauczania. Kilka następnych lat pracował dorywczo, często społecznie, na kursach rolniczych organizowanych przez Kółka Rolnicze. Niestety niedługo odebrano prawo nauczania również jego żonie. Ponieważ nie mogli dostać pracy w żadnej instytucji państwowej kupili w roku 1934, od banku Rolnego w Zamościu, 18 hektarowe gospodarstwo rolne koło Szczebrzeszyna zwane "Szlakówką" Jako ciekawostkę można podać, że wg aktu kupna miejscowość w której znajduje się "Szlakówka"nazywała się Starybród (nie Stary Bród).
Prowadząc gospodarstwo Roman i tutaj udzielał się społecznie m.in. organizując wraz z innymi Spółdzielnię Mleczarską w Szczebrzeszynie.
Już w październiku 1939 r, jak wspomina w swojej książce "Armia Krajowa na Zamojszczyźnie"Jerzy Jóźwiakowski, przystępuje Roman do tajnej organizacji niepodległościowej, która przekształciła się ZWZ a potem w Armię Krajową. W latach 80- tych i 90-tych ubiegłego wieku pełnił funkcję prezesa organizacji kombatanckie.
Tuż po wyzwoleniuzostaje członkiem Komitetu Odbudowy Szkół. Przyczynił się w wybitny sposób do szybkiego wznowienia nauki Państwowego Gimnazjum i Liceum w Szczebrzeszynie, w którym następnie przez kilka lat był przewodniczącym Komitetu Rodzicielskiego.
Zostaje nauczycielemZasadniczej Szkoły Zawodowej w Szczebrzeszynie. Jednak już w 1953r zwolniono go za przeszłość polityczną, i wrogi stosunek do PZPR i ustroju, krytykę usunięcia religii ze szkół itp. Po tzw odwilży Gomułkowskiej Wojewódzka Komisja Weryfikacyjna przywraca go w lutym 1957r do pracy w szkolnictwie. Znowu jest nauczycielem ZSZ w Szczebrzeszynie skąd w roku 1964 odchodzi na emeryturę.
Na emeryturze dużo pracuje społecznie. Przewodniczy Kołu Absolwentów Seminarium Nauczycielskiego, organizuje wraz z kolegami zjazdy absolwentów, współtworzy książkę "Zakłady Kształcenia Nauczycieli i Ich Wychowankowie".
Niezwykłą popularność przynosi mu funkcja Prezes Klubu Seniora przy Miejskim Domu Kultury. Prawie do ostatnich chwil swojego życia jest organizatorem imprez dla członków Klubu. Liczne wycieczki, bale i zabawy, spotkania i wymiany doświadczeń z innymi Kołami z Zamościa, Zwierzyńca, Krasnobrodu itd., z którymi nawiązał kontakty. Potrafił zachęcić do działania emerytów, zawsze pełen humoru, patriotycznych wierszy i piosenek. Zmarł 29.11.1995 r w wieku prawie 92 lat.

Romuald Kołodziejczyk

Kołodziejczyk Stefania

Stefania Kołodziejczyk z domu Bielańska urodziła się 14.10.1906 r w Sokalu w rodzinie pracowników wymiaru sprawiedliwości. Ojciec kierownik sekretariatu sądu, jeden wujek adwokat, drugi sędzia. W zaborze austriackim, do którego Sokal należał, polskie szkolnictwo było dobrze rozwinięte dlatego odsetek ludzi wykształconych był znaczny. Odwrotnie niż w zaborze rosyjskim, gdzie szczątkowe szkolnictwo istniało tylko w dużych miastach, a np. w Szczebrzeszynie z powodu braku szkół panował powszechny analfabetyzm. Stefania rozpoczęła naukę w szkole podstawowej sióstr Felicjanek, jednak wybuch pierwszej wojny światowej ją przerwał.
Przeżyła w tych czasach tragiczny los Sokala, kiedy to przechodził on kilkukrotnie z rąk do rąk. Już w pierwszych dniach wojny wojska austriackie dwukrotnie opuszczały Sokal pod naporem rosyjskim i dwa razy wracały aby wreszcie opuścić go na dłużej. Odbywało się to z huraganowym ostrzałem artyleryjskim, przed którym chowano się w piwnicach, i zaciętymi walkami. A także grabieżami i mordami straszliwych kozaków.
Wspominała często pobytMoskali, jak wtedy i dzisiaj na tych terenach nazywa się Rosjan. Dla Moskali, dziczy w porównaniu do dotychczas panujących tam stosunków cywilizacyjnych, Sokal był już wrogą Austrią, a więc terenem zdobycznym na którym można było zacząć rabunek, i stworzyć okupacyjny reżim. Nie wiedzieli, a pewnie i nie chcieli wiedzieć, że w Galicji rządzili Polacy w tym także w Sokalu, gdzie w tym czasie starostą był Polak Władysław Korostkiewicz a burmistrzem Eugeniusz Wysoczański. Polski w pojęciu elit rosyjskich nie było- był tylko jakiś Kraj Priwiślański. A "sałdaty" w 100 % analfabeci spędzeni do wojska z całej przestrzeni "matuszki Rassyji"od Władywostoku przez Azję, od "głubinki" Syberii do Petersburga, myśleli tylko o rabunku i wódce.
Naukę mogła Stefania kontynuować dopiero po wojnie. Po ukończeniu szkoły powszechnej rozpoczęła naukę w Prywatnym Żeńskim Seminarium Nauczycielskim w Sokalu. Po jego ukończeniu została zatrudniona w zaścianku szlacheckim Pocieluńce, w powiecie Lida. Nazwę tego zaścianka wymawia się nie jak Poćeluńce, ale z wileńska zamiast litery ć litera c, zamiast litery e litera je - Pocjeluńce. Na mapach rosyjskich z przed 1914 r. widnieje jego nazwa białoruska: Pocełunce a więc pocałunki czy całusy. Zaścianek posiadał 7 klasową szkołę powszechną. W roku 1929 wyszła za mąż za Romana Kołodziejczyka.
Od roku 1934 obydwoje prowadzili gospodarstwo rolne zwane w Szcebrzeszynie powszechnie "Szlakówką" Po zakończeniu drugiej wojny światowej powróciła do zawodu nauczycielskiego ucząc w szkole podstawowej w Brodach Dużych. Niezmiernie pracowita, łączyła pracę zawodową z prowadzeniem znacznie zmniejszonego w powojennych latach gospodarstwa, i wychowaniem czworga dzieci. Zdobycie przez dzieci wyższego wykształcenia, i gromada wnucząt, były największym jej szczęściem. Zmarła 18.03.1989 r. przeżywszy ponad 82 lata.

Romuald Kołodziejczyk

Kowalski Franciszek

Nauczyciel języka polskiego i literatury w Szkole Wojewódzkiej; pod koniec 1863 roku poszedł do powstania - przetrwał oblężenie twierdzy zamojskiej. Pewnego dnia stojąc na warcie napisał znaną do dziś piosenkę "Tam na błoniu błyszczy kwiecie". Franciszek Kowalski jako jeden z pierwszych tłumaczył dzieła Moliera na język polski.
O jego życiui twórczości pisali: L. Janowski. "W promieniach Wilna i Krzemieńca" (1923), G. Korbut "Literatura polska" t. III Warszawa 1921 s. 151. Pozostawił po sobie "Pamiętniki" wydane w 1921 roku w Kijowie.

Krzywdziński Aleksander PIECZĄTKA FIRMOWA PAPIER KANCELARYJNY

Notariusz - posiadał w okresie międzywojennym własną kancelarię w domu nr 324 w Szczebrzeszynie.
W moich prywatnych zbiorach zachowały się dwa akty sporządzone przez tegoż notariusza; dotyczą włościan z Czarnegostoku (moich przodków) - ".. dnia 23 czerwca 1906 roku przede mną Aleksandrem synem Antoniego Krzywdzińskim notariuszem przy kancelaryi Sędziego Pokoju w Zamościu w kancelaryi mojej w m. Szczebrzeszynie, pow. Zamojskim, guberni Lubelskiej w domu pod nr 324 stawili się nieznani mi ludzie, którzy nazwali się: 1) Michałem Smotrem właścicielem osady i 2) włościaninem Kazimierzem synem Michała Smotra. Michał w obecności notariusza darował synowi Kazimierzowi na wieczysta jego własność 6 morgów , 41 pręta ornej i sianokosnej ziemi...." Drugi akt notarialny sporządzony został przez notariusza Krzywdzińskiego 1 kwietnia 1918 roku; również dotyczy rodziny Smotrów. Poza wspomnianymi aktami Aleksander Krzywdziński sporządził odpis opinii wydanej 12 stycznia 1925 roku przez dyrektora Państwowego Seminarium Nauczycielskiego Męskiego w Chełmie - Fel[iksa?] Wojciechowskiego o nauczycielu Józefie Maziu, który przeniósł się do pracy w szczebrzeszyńskim Seminarium Nauczycielskim Męskim. Odpis sygnowany imienną okrągłą pieczątką z orłem w koronie o treści "Aleksander Krzywdziński. Notarjusz w Szczebrzeszynie" wykonany został 20 stycznia 1952 roku; prezentowana pieczątka pochodzi z kserokopia odpisu opinii dyrektora Państwowego Seminarium Nauczycielskiego w Chełmie - F. Wojciechowskiego o pracy nauczyciela J. Mazia - udostępniona została przez Tomasza Gaudnika


Strona Główna    Mieszkańcy



1. J. Makara. Uczniowie Gimnazjum 502 w Szczebrzeszynie w walce z Niemcami. Szczebrzeszyn swoim wychowankom. VII Zjazd Wychowanków 24 - 25 maj 1991
2. relacja Krystyny z Kimaczyńskich Niechajowej
3. Pająk Henryk. Ponownie w więzieniu w: Tygodnik Zamojski 1990 nr 30
4. Polski Słownik Biograficzny t. XIII