Strona Główna



KATARZYNA KSIĄŻEK.

Jak trzech braci w partyzantce było...

MARIAN KSIĄŻEK  STANISŁAW KSIĄŻEK  ANTONI KSIĄŻEK

Katarzyna Książek była żołnierzem grupy terenowej , łączniczką Armii Krajowej - dom jej teściów - pp. Książków przy ul. Zamojskiej, w obejściu którego znajdował się bunkier służący za kryjówkę był punktem kontaktowym na terenie Szczebrzeszyna.

***

Było trzech braci Książków, którzy należeli do AK, co to znaczy wiadomo. Ciągłe rewizje... Ja z teściami mieszkałam w starym domu, to był obszerny dom. Najgorzej było podczas wysiedlenia - Niemcy szli od domu do domu i po kolei zabierali wszystkich, kto się nie ukrył. U nas wszyscy mężczyźni się ukrywali - wiadomo młodzi - albo w lesie, albo gdzie który był; zresztą kryjówki były różne.
Mówiąc o wysiedleniu opowiem - to jest fakt autentyczny - pewne zdarzenie: mój mąż był marynarzem w wojsku w 1932, albo 1935, tego dokładnie nie pamiętam; jadąc do Zwierzyńca z jedną panią (ona już nie żyje, mieszkała tutaj po sąsiedzku) przewozili różne rzeczy furmanką i spotkali ich Niemcy. Halt! Staje kolumna Niemców. Oni struchleli. Więc na to "halt!" stanęli. Wiedzą, że już koniec. Zeskakuje żandarm z samochodu - gestapowiec oczywiście, podchodzi do furmanki i przygląda się, patrzy.... Mąż też się na niego patrzy. On wtedy po polsku "Marian?". Co?, co? ...
Gestapowiec okazał się być Poznaniakiem, z którym mąż służył razem w wojsku - ten po tylu latach go poznał. A było tak: jak kolumna Niemców jechała, mąż zjechał furmanką na pobocze. Ale oni musieli jechać bardzo powoli skoro ten z Poznańskiego go poznał. Zatrzymał kolumnę. To był starszy rangą oficer. Kwaterował później w Szczebrzeszynie; spotykał się z mężem. Zaczął z nami współpracować. Bardzo nam pomógł jak była łapanka.
Mąż wówczas się ukrył, bracia też - mojego teścia zabrali Niemcy (miał wtedy 75, czy 80 lat), wszystkich trzymali w cerkwi.
Ja nie znałam tego gestapowca, tylko z opowieści o nim wiedziałam - nazywał się Juliusz Stöckinger. Przyszedł do naszego domu - "dzień dobry"; byłyśmy tylko obie z teściową. Zapytał czy jest Marian - a ja struchlałam, bo przecież łapanka była. On się schował. Pewnie mnie zabiorą, bo przecież nie zabrali męża. Po co przyszli? Zaniemówiłyśmy obie z teściową. A on się tak patrzy i pyta: "ukrył się, czy jest na wolności?". Ja też na niego patrzę i nie wiem co powiedzieć. Mówię więc, że go niema, ukrył się. Tylko mówię, że ojciec jest zabrany.
Wyciąga notes zapisuje - jak się nazywa - Maciej Książek. Dobrze. Wyszedł. I poszedł. Po upływie pewnego czasu przyszedł Maciej Książek - zwolniony. On go zwolnił w momencie jak zabierali ich z cerkwi; bardzo dużo osób zabrali wtedy do Zwierzyńca.
Zaraz , jak mojego teścia zwolnili Organizacja dała wykaz zabranych, aby oszukać Stöckingera i dać mu. Spotykałam się z nim - udało się zwolnić kilka osób - ks. Kapalskiego, Leona Kowalczyka, ale nie znaliśmy nazwisk wszystkich zatrzymanych.
Więc na drugi dzień (po zatrzymaniu) znów piechotą do Zwierzyńca - tam każda żona czy matka stała. Z daleka patrzyłyśmy na druty, nie wolno było blisko podejść. Ja tak patrzyłam na tę bramę, że go (Stöckingera) zobaczę, ale nie mogłam poznać. Wszyscy byli jednakowi.
Już go więcej nie spotkałam. Powiedziano mi, że on kwateruje w banku w Zamościu. To ja do banku do Zamościa - naprzeciw Urzędu Miejskiego. Wiedziałam gdzie w Zamościu znajdują się banki, bo pracowałam w Szczebrzeszynie jako księgowa, a do Zamościa jeździłam z dokumentami.
Jednego dnia stoję i patrzę - Niemcy wychodzą i wchodzą. Wtedy powiedzieli mi wartownicy, że Juliusza Stöckingera wczoraj na front zabrali...

***

Oczywiście, że byliśmy prześladowani. Bracia męża ukrywali się - były kryjówki w Kawęczynie, na Błoniu u Ludwika Flisa. Jeden z jego braci nosił pseudonim "Wyrwa", drugi brat męża - Antoni Książek został zastrzelony przez UB-eków.1 Jechał z Narola z żoną i policjant przed budynkiem posterunku chciał go wylegitymować. Zabiera go na posterunek - Antoni myślał, że to swój człowiek, że po wylegitymowaniu wypuszczą go. Ale jak go zatrzymali zdał sobie sprawę z tego, że nie zostanie wypuszczony. Żona widząc, co się dzieje pobiegła powiadomić kogoś z Organizacji. Antoni chciał uciec i to go zgubiło. Policjant zaczął strzelać - ostatnia kula trafiła Antoniego w serce. Zginął na miejscu; był jeszcze studentem - miał dwadzieścia kilka lat.

***

"Podkowę" znałam osobiście, był i jest uważany dotychczas za najważniejszego na tym terenie.
W Zwierzyńcu w ostatnią niedzielę maja zjeżdżają się z całej Polski ci, co walczyli w jego oddziale (będąc w Zwierzyńcu odwiedzają także mnie) - tutaj na cmentarzu pochowani są jego partyzanci.
Mąż prowadził kursy szkoleniowe dla partyzantów z terenu Szczebrzeszyna i okolic. "Podkowa" jako człowiek był bardzo dobry - przede wszystkim nie pił, był bardzo lubiany - miał takie szczęście od Boga chyba dane, że w jego oddziałach nie ginęli ludzie. Był bardzo operatywny, śpiewali o nim hymny, piosenki....
Ze znanych "Podkowiaków" przyjeżdża na Zjazdy Ferdynand Orzechowski - pochodzi z Zamościa, na stałe mieszka w Warszawie - jak jest w Zwierzyńcu to zawsze mnie odwiedza, Adam Pulikowski, Jerzy Janowski - obecnie pułkownik; stopnia pułkownika dosłużył się pozostając jako pilot w służbie czynnej, Marian Bronikowski, Kapuśniak.
W roku 2005 staraniem kombatantów odsłonięta zostanie w Topólczy tablica pamiątkowa poświęcona "Podkowie".

***

Rajzla, Sara, Ruchla - to były Żydóweczki chodziły ze mną do jednej klasy - przed wojną chodziłam do gimnazjum. Holcówna,2 nauczycielka też była. Nauczyciele żydowscy byli wówczas dyskryminowani, uczniowie fizycznie znęcali się nad nimi zrzucając im na głowy doniczki.3
Trudne było okupacyjne życie - jeden drugiego skarżył, byli kapusie - wiadomo. A ilu jest takich co zginęli niesłusznie, bo nie wiadomo za co. Jak się zrobiła wolność to wyprowadzali ich z domu do lasu i strzelali... Nie było żadnego sądu. Niektórzy z nich jak Niedźwiecki , albo Ryzner to rabowali.

***

W Zwierzyńcu zamieszkała Stefania Gierczakowa, a wraz z nią siostra jej matki - Aniela Jarosz. Była artystka; pracowała w Ochronce w Zwierzyńcu - uszyła ponad 100 par ciapów dla dzieci uratowanych z obozu przejściowego przez ordynata Jana Zamoyskiego.
Po wyzwoleniu, gdy Stefania Gierczakowa wyjechała do Warszawy Aniela zamieszkała u moich teściów w Szczebrzeszynie. Nigdy nie przyjęła od Państwa żadnej zapomogi. Pod koniec życia zamieszkała z Gierczakową w Warszawie pozostając wyłącznie na jej utrzymaniu.
Nie ma jej wspomnień w pracy Służewskiego,4 ponieważ Aniela nigdy nie chciała wspominać o tym co robiła. Zmarła w wieku 90 lat. Pochowana jest na cmentarzu w Szczebrzeszynie - nasza rodzina opiekuje się jej grobem.

***

Byłam jeszcze młoda jak Bohun uczył w Szczebrzeszynie - w gimnazjum, później wyjechał do Czarnegostoku. Na moich oczach Niemcy zabili innego nauczyciela - był targ, dokoła rozstawione furmanki, on uciekał kryjąc się za tymi furmankami. Jest pochowany wśród partyzantów - Drabik się nazywał.

***

Łapanka. Wieczorem ktoś z naszych przychodzi, żeby z domu uciekać. No to wyszłam szukać gdzieś schronienia. W pobliżu mieszkał Volksdeutsch - nasz Volksdeutsch - oczywiście pracował dla nas, Bender Stanisław - brat tego, co miał kaszarnię. Nocowałam u nich; nocowałam też u Haśców. Różnie to było - wojna dała nam się we znaki.
Raz spotkaliśmy się u moich rodziców na Błoniu, bo stamtąd pochodzę - z mężem umówiliśmy się, że on tam przyjdzie. I tam nocowałam.Partyzantem na Błoniu u którego często nocowali partyzanci był Ludwik Flis, ps. "Jabłko".
Partyzanci jednego razu poszli spać do niego na strych, ja nocowałam w domu. Rano trzeba było wstać, żeby nikt nie widział i wrócić do domu - to jest kilometr od tego Błonia. Idę, ale tak pusto na ulicach. Rano zwykle gdzieś tam ktoś idzie, coś załatwia - nikogo nie widać. Przychodzę do domu - teściowa przestraszona że mój mąż zabrany. Patrzę - pościel do góry nogami odwrócona - mówi, że była gruntowna rewizja nocą - to byli ubecy.
Pytali teściową skąd ja jestem, bo może tam poszłam pytali też sąsiadów, ci jednak nie wydali. Teściowie nie wydadzą - przecież swojego dziecka nie wydadzą. Syn dorosły nie ma go i koniec. Wtedy mówię do teściowej, że żyje, że zostawiłam go jeszcze w pościeli jak wychodziła. I natychmiast nie mówić nic więcej z powrotem poszłam na Błonie - tędy ulicami i przez cmentarz, ile tchu miałam, biegiem... Przychodzę a on jeszcze śpi. Mówię - uciekaj. Do lasu, z miejsca gdzie spali było bardzo blisko Tam poszliśmy ogrodami.
Już więcej na tym terenie nie działali, przenieśli się w tomaszowskie. Tutaj nie mogli być - byli już "spaleni". Ale zdążyłam ich ostrzec! Idąc rano z Błonia myślałam sobie, dlaczego takie puste ulice, a to były w Szczebrzeszynie aresztowania i ze strachu nikt nie wychodził z domu.
Jak ukrywaliśmy się to córka - bo w 1939 roku miałam już córkę - zawsze spała z teściową ja nie przyznawałam się, że to moje dziecko.

***

U nas był duży dom - była w nim stancja dla uczniów. W jednym pokoju mieszkały cztery uczennice. Niemcy obstawiają dom - rewizja do dnia rano, a ja miałam wtedy takie długie warkocze do kolan... Byłam młodziutka. Co robić? Stukają. Trzeba otwierać. No to co robić? Szybko poszłam do pokoju uczennic; książek, wszystkiego na stole. One też powstawały, to ja między nimi jako uczennica, założyłam na koszulę fartuch. I nikt nie poznał. Uczennice nie mają dowodów...
Rewizja, ale ich nie rewidują, bo to są jeszcze młode dziewczyny. Z Niemcami był policjant ze Szczebrzeszyna - Zajdlic, też współpracował z AK. Mam akurat ulotkę, którą miałam na drugi dzień dostarczyć i co robić? Niemcy robią szczegółową rewizję - jest ich dużo, a ten policjant o którym mówię był w takim płaszczu wojskowym - to jest chłopak, który do mnie przychodził. Więc co robić? Ryzykuję. Wzięłam tę kartkę i mu podałam. Schował do kieszeni. Podczas rewizji nic nie znaleźli - bo nie było nic; zresztą myśmy nigdy nic w domu nie trzymali, to był tylko przypadek, że tego nie doręczyłam.
Gdy już wyszli, on wrócił się zza drzwi i oddał mi nie czytając tę kartkę. Zaryzykowałam oddając mu - gdyby ją znaleźli ja znalazłabym się w więzieniu.

***

Marian Książek , ps. "Nieuchwytny" zmarł w 1955 roku; aresztowany w 1948 przez U B przebywał we Wrocławiu; został zwolniony. Jego aresztowanie zbiegło się z zatrzymaniem "Urszuli" - Romana Szczura.
Stanisław Książek - brat Mariana , męża Katarzyny - ps. "Wyrwa", podporucznik rezerwy pełnił obowiązki komendanta placówki w Szczebrzeszynie; przez rok przebywał w więzieniu.


poscriptum

do wspomnień Pani Katarzyny Książek Pan Jan Makara zamieszkujący w Danii wyraził taką uwagę: myślę, że dobrze by by było, o gdyby Pani zamieściła to w pscriptum. Być może ktoś zechce tę sprawę zbadać głębiej i będzie miał ułatwienie w dojściu do dokumentów.
Ja ten napad na posterunek miałem zapisany na taśmie magnetofonowej w 1975 roku. Relację tę otrzymałem od byłego pracownika UB i byłego Bechowca z oddziału Aleksandra Sobonia ps. "Wicher", którzy przeszli do UB a potem czmychnęli z powrotem do lasu (nie wszyscy) ten w/w trafił do aresztu.

***

"Uczennice nie mają dowodów... Rewizja, ale ich nie rewidują, bo to są jeszcze młode dziewczyny. (do jakiej szkoły chodziły w czasie okupacji te dziewczyny na stancji?). Z Niemcami był policjant ze Szczebrzeszyna - Zajdlic, też współpracował z AK. Mam akurat ulotkę, którą miałam na drugi dzień dostarczyć i co robić? Niemcy robią szczegółową rewizję - jest ich dużo, a ten policjant o którym mówię był w takim płaszczu wojskowym - to jest chłopak, który do mnie przychodził. Więc co robię ? Ryzykuję. Wzięłam tę kartkę i mu podałam. Schował do kieszeni. Podczas rewizji nic nie znaleźli - bo nie było nic; zresztą myśmy nigdy nic w domu nie trzymali, to był tylko przypadek, że tego nie doręczyłam.
Gdy już wyszli , on wrócił się zza drzwi i oddał mi nie czytając tę kartkę. Zaryzykowałam oddając mu - gdyby ją znaleźli ja znalazłabym się w więzieniu" - chodzi mi tutaj o ten powyższy akapit. Czy nie zaszła tutaj pomyłka. Czy to nie było po wojnie i zamiast tych Niemców nie byli to Ubecy. ? Nie wiem czy Zajdlic był granatowym policjantem podczas okupacji niemieckiej? Wiem na pewno, że był milicjantem jak nastała komuna. To jego żona zginęła podczas ataku "Fiedki" na jego dom w 1947 roku gdy tymczasem Zajdlic uciekł na posterunek (skacząc z okna złamał nogę) i tam przez drzwi postrzelił atakującego posterunek "Fiedię", który wkrótce zmarł w Szperówce. Być może Pani Książkowa pomyliła czasy tego zdarzenia. I ten płaszcz wojskowy. W takich płaszczach wojskowych chodziło MO zaraz po nastaniu tzw. demokracji a nie granatowi, którzy wysługiwali się okupantom. Oni mieli przedwojenne mundury PP.




Strona Główna    Wspomnienia



1. (UB), nazwa jednostek organizacyjnych Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego . (1944-54) i Komitetu do Spraw Bezpieczeństwa Publicznego (1954-56); Urzęd Bezpieczeństwa Publicznego stanowił policję polityczną formowaną pod nadzorem NKWD z funkcjonariuszy rekrutowanych głównie z członków Armii Ludowej i PPR; prowadził działalność agenturalną, inwigilację, terror wobec żołnierzy AK, zwalczały opór grup społecznych przeciwstawiających się władzy komunistycznej (m. in. na wsi w czasie przymusowej kolektywizacji), walczył z wpływami Kościoła katolickiego. Został zniesiony we wrześniu 1956 po utworzeniu Służby Bezpieczeństwa (SB).Nowa encyklopedia powszechna PWN Š Wydawnictwo Naukowe PWN SA
2. Małka Holc - zginęła wraz z grupą szczebrzeszyńskich Żydów w Bełżcu
3. inna mieszkanka Szczebrzeszyna - Maria z Lepionków Niezgodowa opowiada, że była to cebula
4. Cz. Służewski. Hitlerowski obóz przejściowy w Zwierzyńcu. Zwierzyniec 1993