Strona Główna



MARIA Z LEPIONKÓW NIEZGODA

To, co zapamiętałam...


Żydzi mieli swoje obrzędy, specjalnie się nimi nie interesowałam. Gdy w szkole przed wojną odmawialiśmy modlitwę przed rozpoczęciem lekcji Żydówkom to nie przeszkadzało - nie wychodziły z ławki, tylko spokojnie stały gdy my modliliśmy się.
Żydówka uczyła" nas historii, matematyki i jeszcze czegoś, już nie pamiętam co to był za przedmiot - to ja sobie myślałam: czy nie ma polskich nauczycieli, tylko żeby ta Żydówka najważniejszych przedmiotów uczyła?
Niektóre z żydowskich dziewcząt, które chodziły ze mną do jednej klasy nie mogły sobie poradzić z językiem polskim - zwracały się wtedy do mnie. Miałam taką koleżankę - Małkę Kojn, ona siedział z tyłu za mną - ona mi matematykę podsuwała, ja jej polski.
Gdy już wybuchła wojna moje żydowskie koleżanki zostały rozstrzelane na kirkucie - widziałam jak ich pędzili na ten kirkut. Szły czwórkami....
Ukraińcy ? Tutaj były dwie ukraińskie rodziny. Pomiędzy nimi a Żydami specjalnych zatargów nie było. Mieli swoje obrzędy - nikt z Polaków im nie przeszkadzał. Żydzi też kupowali owoce w sadach1.
Cerkiew była nieczynna; za okupacji był tutaj krótko pop, ale uciekł. Kościół pod wezwaniem św. Katarzyny zajęli Ukraińcy, i tam się odbywały ich nabożeństwa; nasz kościół był na cmentarzu, bo ten duży [pod wezwaniem św. Mikołaja] też był nieczynny.
W czasie wojny Ukraińców zrobiło się nagle dużo, Niemcy chcieli wybierać ich na Volksdeutschów... Na Przedmieściu mieszkało kilka ukraińskich rodzin, ale wcześniej [przed wybuchem wojny] nikt się nie przyznawał że jest Ukraińcem - z przekonania to nie byli Ukraińcy tylko ze względów politycznych tak się afiszowali. Po wojnie dużo wyjechało - i tych rdzennych jak to się mówi Ukraińców i przyjezdnych, to wszystko gdzieś uciekło, a później po cichu wracało i z powrotem stawali się Polakami.
Jeżeli chodzi o nabożeństwa u św. Katarzyny to było ich dużo. Pop mieszkał koło cerkwi, przystojne chłopisko, ładny. Nie słyszałam kiedy uciekł, widocznie jakieś odprężenie było - pop uciekł pierwszy, oni [Ukraińcy] za nim.
Przed wojną młodzież ukraińską trudno było odróżnić od polskiej - wyglądali jak Polacy. Miałam taką jedną. koleżankę - Stasię Kowalikównę, to była komunistka, tamci przedwojenni komuniści... Tutaj byli Haścowie, Bezuchowie, Godziszowa - też była Ukrainką. Siostra Bezuchowej do ostatka przychodziła do nas i mówiła: "oj Polaczki, już niedługo pójdziecie na flaczki !" , a moja ciocia mówi: "Tośka, a co ci Polacy zrobili? Tu się wychowałaś, tu wyszłaś za mąż (za swojego pobratymca). Co ci Polacy zrobili, że chcesz aby poszli na flaczki?". Potem jakoś dostała pomieszania zmysłów, bo w ten ich św. Jordan jak to się nazywa poszła do przerębli, wpadła i zamarzła.
Jak Ukraińcyumierali to pogrzeb był na cmentarzu - miejsca tam swoje mieli i mają, obok pomnika powstańców z 1863 roku są ich groby: Tałandów, Bezuchów, Siemczyków - ich przodkowie byli Ukraińcami. Dawno temu mieszkali w Szczebrzeszynie. Sudak też był prawosławny .

***

Miejscem gdzie wszyscy Polacy i Żydzi handlowali była Hala - tu były stragany. Stare Żydówki robiły na drutach, rozmawiały. Wcale nie zdradzały swoich zwyczajów - nic, a nic. A po co ci to? Pytały. Oni kryli się ze wszystkim. My podglądaliśmy, ale oni nas przeganiali. Nie pozwalali też, jak komuś na bliżów wypadało chodzić koło bóżnicy.
Potem Żydzi zaczęli sobie na wiele pozwalać. Nas troje było w domu - ja i dwóch braci, to robiliśmy im szkody. Wtedy oni urządzali takie nagonki na nas. Strasznie bili, i to nie byli gówniarze, tylko dorośli. Mojego brata (nie było wtedy nikogo z dorosłych w domu) to tak zbili...
Sady [owoce w sadach] kupowała taka Żydówka - Herszkowa, mieszkała w tym domu naprzeciwko synagogi. Jak ktoś poszedł do takiego kupionego sadu i nazbierał sobie jabłek, to jak go dopadli... I nas [mnie z braćmi] dopadli. Ja z młodszym bratem uciekłam na strych, brat średni nie zdążył. Boże, jak oni go zbili, jak zbili... A całkiem niewinnie.
Stare Żydówki miały sklepiki. Tutaj, gdzie podcienia, tu były żydowskie sklepiki. Tam nie było nic polskiego. Żydzi byli bogaci - obok ulicy sądowej był targ i wszystko było straganami obstawione. na tym targu tylko jedna była Polka - moja mama., a reszta to były żydowskie stragany.
Moja mama zaczęła handlować w 1932 roku - ojciec na wsiach kupował żywiec (świnie) dla wojska, potem pomagał mamie. W Klemensowie u hrabstwa Zamoyskich był taki ogród, można tam było kupować warzywa i owoce. Ojciec jeździł tam i kupował: truskawki, brzoskwinie, różne owoce - mama sprzedawała.
W Zwierzyńcu był Żyd Waks , on tez jeździł do Klemensowa. Jednego razu , gdy ojciec kupił truskawki, ten Żyd także chciał kupić truskawki. Ogrodnik powiedział, że już truskawek nie ma, to ten Żyd w każda łubiankę butem ojcu wdepnął. Ojciec przyszedł i zamarł z przerażenia jak to zobaczył, bo te truskawki były kupione za pożyczone pieniądze. Wtedy ogrodnik Mazur (pochodził z Poznańskiego) powiedział ojcu: "ja panu daruję, ale następnym razem nich pan zrobi jemu to samo". I tak było. On kupił, a ojciec zrobił mu to samo. Żyd z pretensją, a ojciec: "tyś zrobił mi to samo"
Pan Waligóra, ten co fabrykę na Brodach założył kupował u nas. Kiedyś przychodzi ta Żydówka Harywa . Podeszła do pana Waligóry, bierze go za mankiet i ciągnie: "proszę pana, ja mam ładniejszy towar", a ten Waligóra mówi: "odejdź, odejdź ode mnie..." Harywa więcej nie przychodziła.
Żydzi byli w Czarnymstoku, w Gorajcu, oni z Polakami żyli w zgodzie; mieli swoje gospodarstwa. Ci Żydzi ze wsi nie mieli uznania u Żydów z miasta. W Chłopkowie były trzy rodziny żydowskie, jeden Żyd z Gorajca przychodził do Szczebrzeszyna - kupował u mojego wujka - Władka Sierputowskiego.

***

W sierpniu 1943 roku Niemcy zrobili akcję - wszystkich mężczyzn aresztowali i odstawili za druty do Zwierzyńca. W bóżnicy cały sztab mieli i tutaj tych Polaków przesłuchiwali - nasze okno wychodziło akurat na ten plac i ja wszystko widziałam. Potem w przeciągu tygodnia było wysiedlenie. Wszystkich nas spędzili pod ratusz, segregowali. Ukraińcy mieli swój punkt, Volksdeutsche swój, a my - Polacy mieliśmy swój. Ja błąkałam się od Polaków do Ukraińców - chciałam się do nich przyczepić, to mi pani Zaborska powiedziała: tylko nie do Ukraińców"; ona też była Ukrainka . W końcu poszłam do znajomych.
Ten "Łebniak"2 mówi do mnie - do szopy, do szopy. Cóż tam w tej szopie? A tam już było bardzo dużo ludzi - on ukrył dużo ludzi. Błąkałam się po tym placu idąc w stronę szopy. Słuchałam a tu ludzie i modlą się i płaczą i nie wiem co to wszystko ma znaczyć, ale potem się zorientowałam, że jednak ten "Łebniak" poszedł ludziom na rękę, że ich ukrył, malutkie dzieci... A samochody przyjeżdżały i tych ludzi zabierali do Zwierzyńca. Jak samochody odjechały to wyszliśmy z tej szopy. "Łebniak " mówi: " teraz szybciuteńko każdy niech w swoją stronę ucieka, a ze mną była jeszcze teściowa. Uciekłam do domu.
Potem przyjechali nasiedleńcy niemieccy3 - tu jak się idzie w stronę sadu (za bóżnicą) zobaczyłam Niemkę - szła w żółtym fartuchu, wysoka taka, przez ramię miała przerzucony kilim. Kiwa na mnie. Chce się cofnąć, a ona: "komm", "komm", otwiera torebkę i wyciąga mały pistolecik. Myślę sobie - to nie przelewki. Niby podchodzę bliżej, ona się o coś pyta - nic nie rozumiem. Mierzy we mnie, a ja jak ją pchnę w torbę i w sad! Uciekłam w sad. Tam było poogradzane, po tych płotach to ja skakałam ja sarna i uciekłam!
Tutaj jest taki dom - wcześniej był kahalny, rosły przy nim maliny, więc uciekłam w te maliny. Siedziałam. Bałam się wyjść. Dokąd ja będę siedziała? Słucham ktoś mnie woła"Marysiu, Marysiu..." - poznałam głos brata.
On pracował na posterunku policji w Biłgoraju. Razem z Kafarskim i Niedźwiedzkim uciekli z tej policji. Powód mieli bardzo ważny - trzy razy wypuszczali aresztowanych z więzienia w Biłgoraju. Razem z bratem wróciliśmy do domu.

***

Przed wybuchem wojny zapisałam się w szkole do drużyny harcerskiej. Później jak Niemcy zaczęli szukać tych harcerzy, wyłapywać organizację to wszystko zostało zlikwidowane. Jerzy Jóźwiakowski4 szperał, szukał, wywiad ze mną przeprowadzał - za udział w harcerstwie dostałam dwa medale i mam książkę ofiarowaną przez Jóźwiakowskiego.
Drużynę harcerską przed wybuchem wojny i na początku prowadziła Zofia Jaworska.5 Razem z nią zorganizowałyśmy6 pomoc dla rannych w naszym szpitalu - chodziłyśmy od domu do domu7 by zbierać płótno lniane na opatrunki. Był taki jeden mężczyzna na Błoniu - powiedział, że ma brudne kalesony i nie da...
Ludzie dawali chleb, żywność, owoce...myśmy to do szpitala przynosiły. Potem p. Jaworska zorganizowała młodych chłopców przeciw Niemcom, w tej grupie był także mój bratanek. Pod Szperówką naskoczyli Niemcy i wszystkich wybili.




Strona Główna    Wspomnienia



1. zwyczaj ten był praktykowany przez Żydów także w okolicznych wioskach, kupowali wiśnie w sadzie u Jana Smotra w Czarnymstoku
2. trudno ustosunkować się do relacji p. Marii zważywszy na to, jak "Łebniak" traktował ludność polska i żydowską, być może chodzi tutaj o Niemca o nazwisku Juliusz Stöckinger, o którym wspomina p. Katarzyna Książek (patrz tekst: "Jak trzech braci w partyzantce było..." )
3. o wysiedleniu Szczebrzeszyna pisał dr Z. Klukowski. "Wysiedlenie Szczebrzeszyna i utworzenie gminy niemieckiej - tekst ukazał się w tomie I (" Terror niemiecki w Zamojszczyźnie 1939 - 1944") Wydawnictwa Materiałów do dziejów Zamojszczyzny w latach wojny 1939 - 1944.Zamość 1945 s. 138 - 150
4. jest autorem pracy o skautingu w Szczebrzeszynie : "Skauting i harcerstwo w Szczebrzeszynie 1915 - 1939. Szczebrzeszyn 1994 (egzemplarz dostępny w zbiorach Biblioteki Miejskiej w Szczebrzeszynie)
5. wspomina o niej Jan Grygiel w pracy "Związek Walki Zbrojnej Armia Krajowa w Obwodzie Zamojski 1939 - 1944". Warszawa 1985, s. 127
6. p. Maria należała do żeńskiej drużyny harcerskiej im. Emilii Plater - w środowisku szczebrzeszyńskim harcerki nazywano "Platerówkami" - 5 maja 1995 roku z inicjatywy Jerzego Jóźwiakowskiego odbyło się po latach spotkanie "Platerówek"
7. wydarzenie to zostało opisane w Kronice Szkoły Podstawowej - egzemplarz której jest dostępny w siedzibie szkoły podstawowej tzw. "Nowej"