Strona Główna



ROMUALD KOŁODZIEJCZYK

Doktor Zygmunt Klukowski


Doktor Zygmunt Klukowski urodził się 25 stycznia (w niektórych opracowaniach podawane są daty 21 lub 23 stycznia) 1885 r. w Odessie, jako syn właściciela apteki magistra farmacji Jordana i Felicji z Podkowińskich. Gimnazjum ukończył w Moskwie i tam rozpoczął studia medyczne. Ponieważ w Rosji zamknięto wszystkie wyższe uczelnie po wybuchu rewolucji 1905 r., dalsze studia kontynuował w Krakowie, gdzie również ożenił się z koleżanką ze studiów.
Po uzyskaniu w Krakowie, w roku 1911, dyplomu doktora wszechnauk lekarskich wrócił do Rosji, i po rocznych studiach uzupełniających na uniwersytecie w Kazaniu uzyskał nostryfikację dyplomu. Po wybuchu pierwszej wojny światowej został powołany do armii carskiej i przebył całą wojnę jako lekarz wojskowy. W październiku 1918 r. znalazł się wraz z żoną i kilkuletnim synem Jerzym w Warszawie, bez środków do życia. Przypadkowo spotkany kolega z krakowskich studiów okazał się lekarzem powiatowym w Zamościu. Zaproponował Klukowskiemu posadę lekarza w Krasnobrodzie. Po rocznym tam pobycie dr Klukowski w 1919 roku objął stanowisko dyrektora szpitala w Szczebrzeszynie. Tu wykazał się dużym talentem organizacyjnym. Zaczął także specjalizować się w ginekologii i położnictwie. Uzyskał w tym zakresie dużą popularność i klientelę, a w dalszej kolejności i zarobki.
Jednak jako człowiek i obywatel nie zdobył w okresie międzywojennym sympatii wśród społeczności Szczebrzeskiej, hermetycznej i konserwatywnej, a nawet zacofanej. Zacofanej, gdyż wystarczy wspomnieć, że do roku 1915 nie było w Szczebrzeszynie od 63 lat, tzn. za życia trzech pokoleń, żadnej szkoły. Kiedy Klukowski zjawił się w 1919 roku jako nikomu nie znany dyrektor szpitala panował w Szczebrzeszynie i okolicy powszechny analfabetyzm, ciemnota, i związana z nimi wiara w zabobony. A także, nie wykluczająca zabobonów, pobożność ludowa: "masowa, silnie maryjna, koncentrująca się na emocjach i celebrze, a nie na zgłębianiu wiary".
Manifestując swoje ateistyczne poglądy zaczął urzędowanie od polecenia zdjęcia krzyży wiszących w salach szpitalnych, choć po ostrych protestach mieszkańców Szczebrzeszyna był zmuszony zawiesić je z powrotem. W kilka lat po opuszczeniu go przez żonę, nie mogąc uzyskać rozwodu, aby móc zawrzeć drugie małżeństwo przystępuje do kościoła ewangelickiego. Był z tego powodu dla ultrakatolickich mieszkańców Szczebrzeszyna wcieleniem antychrysta. Wyrobił sobie opinię hulaki gdy, jak przyznaje w swoich pamiętnikach, podczas jednej nocy potrafił bawić się na kilku zabawach (wiadomo, że nie sam), po czym bezpośrednio przystępował do pracy. Deklarując publicznie swoją sympatię do PPS był, tak dla nielicznego grona miejscowej inteligencji (kilkunastu: księży, sędziów, adwokatów i aptekarza) jak i społeczności Szczebrzeskiej, prawie wywrotowcem. Uczestnicząc przez kilka pierwszych lat pobytu w Szczebrzeszynie w życiu towarzyskim elity, zerwał z nią potem wszelkie więzi uważając, że uczestniczenie w obchodach świąt Wielkanocnych i Bożego Narodzenia, a także imienin i urodzin, bywanie z tej okazji na obiadkach, kolacyjkach, brydżu u księży, lekarzy, aptekarzy i rejentów, to strata czasu. Ostentacyjne zlekceważył tym inteligencję Szczebrzeską, zapyziałą i nieruchliwą intelektualnie, a także układy międzyludzkie jakie wytwarzają się w każdym małym miasteczku.
Darzył sympatią Żydów w mieście, w którym tylko kilka sklepów było w rękach polskich, a kilkadziesiąt w żydowskich, zdecydowana większość kamienic należała do Żydów, a skup płodów rolnych i ustalanie ich cen (bardzo niskich z powodu braku konkurencji) należał, w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, do żydowskich hurtowników. W mieście w którym chrześcijańska część ludność w znacznej większości głosowała na antysemicką Narodową Demokrację.
Pobierał dość znaczne honoraria, które pozwalały mu żyć na wysokiej stopie. Jako jedyny w Szczebrzeszynie kupuje sobie samochód (od Zamościa do Biłgoraja oprócz niego samochód posiadali tylko hr. Zamoyski i właściciel ALWY inż. Waligóra) za 14,500 złotych, podczas gdy całoroczny budżet miasta wynosił około 40.000 złotych. Miało to miejsce w mieście ogarniętym ogromnym bezrobociem i niewyobrażalną dzisiaj biedą. Byłem świadkiem jak część mieszkańców całymi rodzinami, przez całe lato, chodziła do oddalonego o kilka kilometrów lasu za Brodzką Górą, aby na plecach dźwigać zbierany tam chrust, którego zapas musiał wystarczyć na całą zimę. Nawet do kościoła w niedzielę ludzie z okolicznych wsi szli boso i dopiero pod miastem wkładali buty na nogi. Bardzo często mieli w domu tylko jedną, czy dwie pary butów noszonych na zmianę przez całą rodzinę. Naprawdę w wielu domach zapałki dzielono na dwie części, całą zimę jadło się kapuśniak i kartofle, a jako przysmak zacierkę, na przednówku rarytasem był chleb. Sporo moich kolegów w szkole wydłubywało zaprawę murarską z murów i zjadało ją, bo ich organizm upominał się o wapno tak potrzebne do wzrostu młodych kości, a odpowiedniego pożywienia nie mieli.
Żeni się dr. Klukowski po raz drugi w wieku 46 lat z 22- letnią dziewczyną. Dzisiaj, po 75-ciu latach, takie związki może nie wywołują już zgorszenia, a najwyżej wzruszenie ramion. Ale wtedy?. Czy widzą państwo jak już w zaawansowany (wg ówczesnych kryteriów) wiekiem, mały i korpulentny towarzyszy żonie w grze w siatkówkę? Albo z wysiłkiem stara się dotrzymać kroku na 30 kilometrowej trasie narciarskiej młodej żonie i młodemu sędziemu. Lekarz i dyrektor szpitala! Zgroza! Ile i jakie piękne tematy do plotek w każdym domu - inteligenta i analfabety. Ktoś kto powinien dawać przykład maluczkim. A do tego jeszcze przybłęda, nie wiadomo skąd przybył, podobno pochodzi z żydów i naprawdę nazywa się Kluk.
Smutnym skutkiem tego wszystkiego było zdarzenie, już w czasach okupacji niemieckiej, tak opisane przez dra. Klukowskiego: "Przyszedł dziś do mnie jeden z urzędników pocztowych (Kapuśniak) i pokazał mi przechwycony na poczcie list anonimowy ze Szczebrzeszyna, adresowany do gestapo w Biłgoraju na imię gestapowca Majewskiego. Anonim podpisany literami XY pisany ręcznie niezbyt ortograficznie. Pierwsze oskarżenie jest przeciwko mnie jako rzekomo zadeklarowanemu "bolszewikowi" m.in. pisze autor, że prowadziłem agitację komunistyczną w Seminarium Nauczycielskim [...] dalej, że w 1939 roku w czasie pobytu u nas wojsk radzieckich osobiście zjawiłem się w magistracie i ofiarowałem im swoją współpracę. Na zakończenie autor zapewnia, że pochodzę z Żydów i że moje prawdziwe nazwisko jest "Kluk". Z jednej strony list ten ubawił mnie z powodu swej bezsensownej treści, zwłaszcza gdy dowiedziałem się o moim żydowskim pochodzeniu - lecz z drugiej strony jestem pod nieprzyjemnym wrażeniem ludzkiej głupoty i podłości".
Zdecydowana większość mieszkańców nic nie wiedziała o drugim obliczu dra Klukowskiego. Regionalisty, człowieka oddanego kulturze, w szczególności rozwojowi czytelnictwa, miłośnikowi książki. Współtwórcy muzeum w Zamościu, biblioteki miejskiej, "Teki Zamojskiej", i wielu, wielu innych przedsięwzięć kulturalnych i oświatowych. Nawet ci nieliczni którzy o tym wiedzieli, gorszyli się tym, że organizował wystawy książek i oprowadzał po nich dzieci. Uważali to za dziwactwo, które nie przystoi poważnemu człowiekowi, lekarzowi, dyrektorowi szpitala. Ludzie na jego stanowisku po pracy zajmują się życiem towarzyskim, brydżem, także może i czytaniem książek Sam Klukowski o tym pisze: "Ucierpiała natomiast bardzo moja opinia jako lekarza,[...] Tak się już ułożyło na prowincji, że jeżeli jakiś lekarz kilka godzin dziennie traci na grę w domino, na karty, a przy tym nie gardzi i alkoholem, to nic mu nie szkodzi jako lekarzowi, gdy zaś inny ten sam czas zużywa na jakąś pracę naukową lub studia specjalne, lecz nie lekarskie, to się mówi, że medycyna go nie obchodzi."
Dopiero podczas wojny wielkie zaangażowanie i działalność dra Klukowskiego w walkę z okupantem przynosi mu szacunek u znacznej części społeczeństwa Szczebrzeskiego. W czasach, kiedy razem, w jednym szeregu stali mieszkańcy Szczebrzeszyna i okolic z dr Klukowskim. Szczególnie pokolenie dwudziestolecia międzywojennego, które wyrosło na świadomych, wykształconych obywateli umie docenić jego patriotyzm i działalność. Szacunek i uznanie rośnie po wojnie na skutek jego publikacji, a także dalszego zaangażowania w działalność niepodległościową, która doprowadzi go do czterokrotnego aresztowania przez UB, i dwukrotnego skazania: raz na dwa lata, i drugi raz na dziesięć lat więzienia. I wyjazd do Norymbergii na zaproszenie amerykańskiego prokuratora jako jedynego świadka z Zamojszczyzny, na ósmy z kolei, "odpryskowy" proces czternastu oskarżonych funkcjonariuszy Głównego Urzędu Rasy i Osadnictwa (Spotkał tam przypadkowo swojego syna Jerzego którego nie widział od co najmniej 1939r. Jerzy wraz z matką opuścił doktora i wyjechał do Warszawy bodaj w 1922 r jako kilkuletni chłopiec. Student Politechniki Warszawskiej, zmobilizowany w 1939 r. dostał się do niewoli niemieckiej, skąd po wojnie wyemigrował do USA.)
Dzisiejsze społeczeństwo Szczebrzeszyna prawie nic nie wie o tym jaki był w oczach swoich współczesnych. Zna za to, i słusznie jest dumne z jego osiągnięć. A także, z perspektywy dzisiejszego czasu, zupełnie inaczej oceniało by jego zachowania niż nasi ojcowie i dziadowie.
I tylko żal, że dzisiejsza młodzież i średnie pokolenie mieszkańców Szczebrzeszyna nie wie jak naprawdę wyglądał doktor Zygmunt Klukowski. Pomnik który tam się znajduje nie przypomina w niczym tego dra Klukowskiego, jakiego przez kilkadziesiąt lat oglądali ich przodkowie. Przedstawia starego, chudego, schorowanego człowieka na kilka dni przed śmiercią. Ciekawy jestem czy pozwolono by postawić taki pomnik innemu człowiekowi np. Janowi Pawłowi II, a biedny doktor doczekał się czegoś takiego.

***

W dniu 11 października 2007r w Centrum spotkaniowym przy Bibliotece im. Jana Nowaka- Jeziorańskiego, na warszawskim Powiślu przy ul Czerniakowskiej 127, odbyło się spotkanie poświęcone dr Zygmuntowi Klukowskiemu. Okazją do spotkania było wydanie przez Fundację Ośrodka Karta dwu tomów "Zamojszczyzna 1918-1959".
Biblioteka i Centrum mieszczą się nowoczesnym budynku, w którym ostatnie lata swego życia spędził Jan Nowak- Jeziorański. Dzięki jego usilnym staraniom u władz Warszawy w parterze tego domu została umieszczona biblioteka, nazwana później jego imieniem. Przed domem, na skraju niewielkiego parku, stoi odlana z brązu ławeczka na której siedzi, też odlany w brązie, patron biblioteki.
Każdego czwartku odbywają się tu spotkania. Nie jest to klub myśli politycznej, lecz wypełnianie woli, długu i swoistego testamentu legendarnego "Kuriera z Warszawy": prowadzenia rozmów o Polsce ponad podziałami.
Spotkanie poświęcone dr Klukowskiemu prowadził Pan Mariusz Kobzdej z Centrum przy Bibliotece im. Jana Nowaka- Jeziorańskiego. Prywatnie miłośnik Szczebrzeszyna i jego okolic, co przywiodło go do zakupienia domku wypoczynkowego w Szperówce. Wyjątki z książek "Zamojszczyzna 1918 - 1959" czytał wyśmienicie znany aktor Pan Duriasz.
Kilkadziesiąt osób wysłuchało dyskusji w której udział wzięli: Pan Zbigniew Gluza prezes Ośrodka Karta, pani Agnieszka Knyt redaktor "Zamojszczyzny 1918- 1959", Pan Tomasz Pańczyk, który omówił opis zagłady żydów w Szczebrzeszynie zawarty w dzienniku doktora, oraz zapowiedział nowe publikacje dotyczące tej zagłady, i niżej podpisany.
Dyskusja toczyła się zasadniczo wokół postawionego przez prowadzącego Pana Mariusza Kobzdeja pytania: skąd się wziął fenomen i dzieło Zygmunta Klukowskiego doktora ze Szczebrzeszyna? Dyskutanci doszli do wniosku, że odpowiedź można streścić w trzech słowach: z umiłowania niepodległości Polski.

Romuald Kołodziejczyk




Strona Główna    Wspomnienia