Strona Główna



ALEKSANDER PIWOWAREK

Uwagi do Dzienników Zygmunta Klukowskiego


Roman Kołodziejczyk   Stefania z Bielańskich Kołodziejczykowa

W ostatnim dziesięcioleciu ubiegłego wieku nastąpił pewien nawrót do zainteresowania się postacią i niepublikowaną dotychczas pamiętnikarską twórczością Zygmunta Klukowskiego.
Chociaż epoka Gomółki, Gierka, czy Jaruzelskiego różniła się zasadniczo od represyjnego terroru okresu stalinizmu, to jednak żadne krytyczne treści nie miały szans publikacji również i w tych kolejnych fazach peerelowskiej rzeczywistości.
Dopiero w 1990 ukazał się "Dziennik 1944 - 45" zawierający diariusz z kolejnych ośmiu miesięcy [od końca lipca 1944 poczynając], zaś w roku 1997, w języku angielskim, w Stanach Zjednoczonych wydana została książka pod nazwą "Red Shadow". Na jej treść składają się: a/ datowane zapiski z okresu od 1 sierpnia 1944 do 8 września 1946, b/ relacja z pobytu na procesie w Norymberdze, oraz: c/ wspomnienia z pobytu w więzieniach w latach 1950 -54.
W roku ubiegłym [2004] kwartalnik "Karta" opublikował obszerne fragmenty "Wspomnień z Zamojszczyzny" i wreszcie w roku 2000 ukazała się biografia Klukowskiego autorstwa Aleksandra Przysady.
Dosyć powszechne mniemanie jakoby autor kontynuował systematycznie po roku 1946 swe zapiski jest wielce prawdopodobne. Bardzo jednak wątpię by udało się jeszcze cokolwiek odnaleźć. Nie od rzeczy byłoby jednak rozpocząć ewentualne poszukiwania od zbadania zawartości teczki znajdującej się w IPN (Klukowski IPN BU 00 2085/234).
Klukowski potwierdza, iż bez jego asysty miała miejsce totalna rewizja w jego mieszkaniu, a zapewne i na strychu przylegającego do szpitala kościoła św. Katarzyny; 1/ "potem oddali mi moje zdeponowane rzeczy ...Zabrano je podczas przeszukania, gdy byłem nieobecny, oddano mi również niezliczone fotografie z czasów wojny partyzanckiej i parę teczek zawierających moje rękopisy..", 2/ "...przechowywał (Tadeusz Klukowski)...od chwili wyzwolenia t. j. od lipca 1944 r. do dnia zatrzymania t. j. do 2 VII.1952 r. na strychu kościoła w Szczebrzeszynie pistolet maszynowy typu "Sten.." [wyrok na Tadeusza Klukowskiego i innych].
Dzienniki [ "Wspomnienia z Zamojszczyzny" + "Dziennik z lat okupacji" + "Red Shadow"] tworzą integralną całość i są pozycją zarówno unikalną w naszej literaturze faktu jak i uniwersalną ze względu na tło historyczne i polityczno-społeczne. Po niemal sześćdziesięciu latach od tamtego czasu przemocy i pogardy ich pozorny regionalizm przestał budzić emocje. Niestety wraz z odchodzeniem pokoleń zanika również pamięć tamtej rzeczywistości lub, co gorzej manipuluje się nią i interpretuje pokrętnie. Nim, więc sformułuje się komentarze i wnioski należałoby przypomnieć przebieg wypadków z przed lat ponad sześćdziesięciu.
Druga wojna rozpoczęła się atakiem wojsk niemieckich na Polskę. Agresywne zamiary państwa niemieckiego uzewnętrzniły się już wcześniej w postaci "anschlusu" Austrii i najazdu na Czechosłowację.
Polska de facto samotnie znalazła się wobec wroga o nieporównywalnie większym potencjale tak ludzkim, jak materialnym i militarnym.
Atak nastąpił 1 września 1939 roku i już w połowie miesiąca kolumny wroga znalazły się na linii Bugu. Wówczas, 17 września rozpoczęła się realizacja tajnej umowy znanej jako pakt Riebentrop - Mołotow, której ostatecznym efektem był podział terytorium Polski połączony z inkorporacją większości zajętych obszarów w bezpośrednie w struktury administracyjne jednego, bądź drugiego agresora. Wraz z włączeniem owych terenów we władanie Moskwy lub Berlina nastąpiła intensywna eksterminacja ludności.
Sowieci mieli w tej dziedzinie bogate doświadczenia jeszcze z czasów białego caratu, kiedy to ujarzmiano całe narody, a następnie trzymano je w ryzach za pomocą zsyłek na tereny azjatyckie. Taki los czekał teraz również polskich mieszkańców Podola, Wołynia Polesia i Wileńszczyzny. Wywieziono na Syberię o głodzie, podczas kilkudziesięciostopniowego mrozu kilkaset tysięcy ludzi, znacząc trasy polskimi trupami zmarłych z głodu i mrozów. Wywózki w potwornych warunkach miały miejsce zimą 1940 i 1941 roku.
Niedysponująca bezkresnymi obszarami Brunatna Rzesza utworzyła z kilku centralnie położonych województw karykaturalny twór nazwany "Generalną Gubernią" Tu przywożono Polaków z anektowanych: Pomorza, Wielkopolski, Śląska. Wysiedlenia rozpoczęły się już jesienią 1939 r. Dalszą egzystencją wysiedlonych zająć musieli się tubylcy. Systematyczna eksterminacja społeczeństwa była procesem ciągłym, trwający przez cały okres okupacji. Selektywne działania polegały na osadzaniu wytypowanych ludzi w obozach koncentracyjnych, ze szczególnym uwzględnieniem inteligencji. Jeszcze drastyczniejsze były pacyfikacje połączone z masowymi morderstwami i paleniem całych miejscowości. Powszechnie stosowana odpowiedzialność zbiorowa przejawiała się rozstrzeliwaniem niewinnych ludzi [zakładników] w publicznych egzekucjach.
Sobibór, Treblinka, Bełżec, Majdanek, Oświęcim to nazwy kojarzące się z potwornościami, których normalny człowiek nawet nie jest w stanie sobie wyobrazić. Na terenie zwanym w latach okupacji Generalną Gubernią znajdują się też nazwy mało znanych wcześniej miejscowości, w których dokonane zostały potworne zbrodnie ludobójstwa i bez przesady można stwierdzić, iż niemal każda miejscowość była świadkiem scen i wydarzeń, jakich nigdy wcześniej nie zanotowały żadne kroniki.
Holokaust nie był ostatnią, masową zbrodnią na terenach okupowanych, planowaną przez nazistowskich degeneratów. Przeciwnie! Po zagładzie Żydów wzmogły się wysiedlenia, egzekucje i palenie wsi. Na Wołyniu i Podolu trwała wzmagająca się rzeź, przybliżająca się szybkimi krokami w kierunku Lubelszczyzny i Środkowego Podkarpacia. Wobec rysującej się zagłady ludności polskiej zagrożonej dodatkowo przez ukraińskich nacjonalistów, mimo wielorakich zastrzeżeń zajęcie przez wojska sowieckie w drugiej połowie 1944 roku znacznej połaci Polski uratowało mieszkańców przed totalną eksterminacją. To oczywiście nie oznacza, iż ów "sojusznik"witany był z entuzjazmem i z jakimiś nadzwyczajnymi nadziejami na przyszłość, - chociażby ze względu na powszechną znajomość terroru i okrucieństw, jakich dopuścił się bolszewizm na terenach zagrabionych w wyniku niedawnego paktu między Niemcami a sowiecką Rosją .
Intencje Stalina wobec środkowej Europy były dosyć oczywiste, wprowadzane w sposób przebiegły i cyniczny. Czy prezydent Stanów Zjednoczonych i premier Wielkiej Brytanii zdawali sobie sprawę, jakie skutki pociągnie owa rozgrywka..?
Zapewne ich postawę determinowała mieszanina naiwności i pewnej bezradności, a przede wszystkim imperatyw nie narażania się "wujaszkowi Joe". Ze względów czysto pragmatycznych starano się przemilczać nie tylko zbrodnie wobec ludności polskiej z terenu ZSSR.- Na ów sowiecki kamuflaż nabierali się przez wiele późniejszych lat nie tylko zachodni politycy, ale i spory odłam tamtejszych elit.
Natomiast zupełnie zdumiewa brak nagłośnienia straszliwego ludobójstwa, jakie trwało na terenie GG i w jakimś stopni w całej okupowanej Europie.
Przyznam otwarcie, iż nawet po wielu latach mam opory przed komentowaniem tego, co przedstawia nam autor a co następnie zostało nazwane holokaustem. Udział niektórych osób narodowości polskiej w owych mordach jest bezsporny, zaś owe dantejskie sceny są pochodną wieloletniej manipulacji szczególnie podatnymi na nią środowiskami i osobnikami prymitywnymi, często o skłonnościach sadystycznych. Wykorzystywanie antagonizmów nacjonalistycznych dla celów rządzących jest metodą stosowaną od dawna, jednak wykorzystaną do tak potwornych celów i na taką niewyobrażalną skalę zdarzyła po raz pierwszy w historii.
Nim doszło do bezprecedensowego mordu hitlerowski okupant robił wszystko by zohydzić i poniżyć Żydów w oczach "aryjskiej" części mieszkańców GG. Jestem jednak daleki od sądzenia, by postawy owych "pomagierów" "łapaczy" itp. motywowało cokolwiek innego niż najzwyklejsza żądza rabunku lub innej korzyści materialnej. Jeszcze bardziej zdumiewa bezmyślne, bezinteresowne okrucieństwo wobec nieszczęśników skazanych na zagładę. Co więcej owo "pomagierstwo" szło w parze z bezdenną głupotą i brakiem wyobraźni, bowiem zupełnie oczywistym było, iż natychmiast po "ostatecznym rozwiązaniu sprawy żydowskiej" Niemcy zintensyfikują prześladowania wobec ludności rdzennie polskiej. "Przesiedlenie" Żydów z Lubelszczyzny organizacyjnie sprawia wrażenie działania dosyć nieudolnego lub szczególnie wyrafinowanego i cynicznego. Ze Szczebrzeszyna do miejsca zagłady w Bełżcu wywieziono zaledwie jedną trzecią stanu miejscowej ludności pochodzenia żydowskiego, pozostałe dwie trzecie wymordowano na uliczkach miasteczka i na cmentarzu [kirkucie]. Należy mniemać, iż podobne publiczne polowania na ludzi miało miejsce w wielu miasteczkach a nawet wsiach gubernatorstwa. Tym, więc cenniejsze są relacje Zygmunta Klukowskiego, gdyż inne tego typu zapisy niemal nie istnieją. Dla piszącego te słowa jest rzeczą oczywistą, iż jedyną odpowiedzialność za wszystkie wojenne zbrodnie ponosi okupant. Nawet najbardziej nagłośniony mord w Jedwabnem nie mógł być dokonany bez aprobaty, czy wręcz inspiracji hitlerowskiej. Nie oznacza to rzecz jasna rozgrzeszenia dla zbrodniarzy.
Klukowski wiele miejsca poświęcił ukazywaniu metod prześladowania Żydów przez niemieckie władze okupacyjne, z których każdy czytelnik potrafi wywnioskować właściwe przesłanki.
Pamiętniki Klukowskiego powstały pod wpływem niezwykłych wydarzeń, jakie przyniosła wojna i jej następstwa Z tego względu koncentrowanie na jednym, choć istotnym aspekcie byłoby bezzasadnym uproszczeniem. Autorem przede wszystkim powodowało pragnienie przekazania kolejnym pokoleniom świadectwa swego czasu, w możliwie w szerokiej perspektywie, stąd jego zainteresowanie, każdym przejawem terroru. Wraz z rozwojem i krzepnięciem ruchu oporu staje się jego sympatykiem, członkiem i kronikarzem. Nim jeszcze zdecydował się na opublikowanie swego dziennika, redaguje i wydaje własnym kosztem sprawozdania i wspomnienia licznych osób w szczególności niedawnych partyzantów. To właśnie owe pozycja zwróciło szczególną uwagę Urzędu Bezpieczeństwa w Tomaszowie i Zamościu powodując jego dwukrotne "zatrzymanie".
Wczesną wiosną 1944 roku na terenie Zamojszczyzny pojawiają się silne i dobrze uzbrojone ugrupowania partyzantki radzieckiej, nieco później następuje również koncentracja oddziałów Armii Krajowej inspektoratu zamojskiego. Całe to zgrupowanie w czerwcu tegoż roku zostaje otoczone przez przeważające siły niemieckie. Partyzantce sowieckiej udaje się przebić przez linię okrążenia, natomiast liczące ponad tysiąc osób zgrupowanie majora "Kaliny" zostało rozbite tracąc blisko połowę swego stanu liczbowego. Znajdujący się w pobliżu miejscowości Osuchy cmentarz jest największym cmentarzem partyzanckim z okresu drugiej wojny. Dodatkowym skutkiem "Sturmwind'u" były liczne cywilne ofiary pomordowanej ludności przede wszystkim na terenie powiatu biłgorajskiego, w rejonie Puszczy Solskiej. Były to ostatnie akordy niemieckiej okupacji.
Miesiąc później na zwaliskach mostu w Szczebrzeszynie Zygmunt Klukowski zauważył grupkę czerwonoarmiejców, nie zdawał sobie zapewne jeszcze sprawy, iż jest świadkiem narodzin bękarta zwanego PRL. zaś zadaniem przybyszów jest między innym dopilnowanie by poród odbył się zgodnie z oczekiwaniami nowych mocodawców. Dosyć szybko daje się odczuć jego agresywna postawa, wobec otoczenia, a jednocześnie niesłychany serwilizm i potulność wobec mocodawców, wykazywane przez owo monstrum.
Gdy po kilku miesiącach umilkną w Europie armatnie strzały i przestanie istnieć hitlerowskie państwo kontynent zacznie leczyć swe rany.
Polska jednak, okaleczona tak głęboko jak żaden inny kraj, dostaje się w niekontrolowaną sferę wpływów sowieckiego totalitaryzmu. Okrojona o niemal połowę swego przedwojennego terytorium przeobraziła się PRL i niczym ameba skurczyła się o kilkadziesiąt tysięcy kilometrów kwadratowych, przepełzając jednocześnie o dwieście km w kierunku zachodnim.
Liczebność ludności została zredukowana do 2/3 przedwojennego stanu, szczególnie bolesne są straty w szeroko pojętej sferze intelektualnej. Za przyzwoleniem niedawnych zachodnich gwarantów samodzielności i całości Rzeczpospolitej; ekonomiczną, polityczną, ideologiczną etc., kuratelę nad krajem roztacza Kremlowski super dyktator.
Błędne byłoby twierdzenie, iż ponad czterdzieści lat realnego socjalizmu w "Polsce Ludowej" było okresem aprobaty, przeciwnie ten fragment sowieckiego imperium podlegał najczęściej odruchom niezadowolenia i protestów, co powoduje kolejne ustępstwa w sferze społecznej i ekonomicznej oraz stylu sprawowania władzy.
Nas interesuje przede wszystkim okres zwany potocznie stalinizmem, który rozpoczął się wraz z wkraczaniem na dany teren wojsk sowieckich. Znaczny odłam społeczeństwa absolutnie nie orientował się w sytuacji i sowieckich zamiarach. Wbrew rzeczywistości powszechną była wiara, iż w wyniku interwencji zachodnich aliantów, podczas wyborów powszechnych, wszystko powróci do stanu przedwojennego.
Zupełnie inną logiką kierował się dyktator na Kremlu. Fundamentalnym założeniem bolszewickiej ideologii była teoria wroga klasowego i jako takiego zidentyfikowano na pierwszym planie AK. Już ta jedna przesłanka wyjaśnia bierność wojsk Rokossowskiego pod Warszawą, podstępne opuszczenie zgrupowania "Kaliny" w Puszczy Solskiej i bezpardonowe niszczenie resztek akowskich oddziałów. Kolejnymi "wrogami ludu pracującego" okazali się "obszarnicy" "kapitaliści" "kułacy" "reakcyjna część kleru","imperialistyczni szpiedzy" itd. W rzeczywistości gra toczyła się o totalne podporządkowanie Polski Związkowi Sowieckiemu i zaprowadzenie porządków analogicznych do panujących w Sowietach.
Zygmunt Klukowski jest dla NKWD a następnie Urzędu Bezpieczeństwa zbyt cenną postacią, by represjonować go nader brutalnie. Wydaje się, iż zabiegi wiadomych służb [ w tym sowieckiego NKWD] zmierzały raczej w kierunku prób wciągnięcia Klukowskiego do szerokiej współpracy.
Nie od rzeczy będzie również zwrócenie uwag na prawdopodobieństwo kilkakrotnych dyskretnych interwencji na rzecz Klukowskiego ze strony ówczesnego ministra sprawiedliwości Henryka Świątkowskiego: pochodzącego z Zamościa prawnika i znajomego Zygmunta. Niewątpliwie z inicjatywy owego ministra został Klukowski delegowany w charakterze świadka do Norynbergi na jeden z procesów dotyczących zbrodni wojennych. [Nie był to jednak proces pierwszego garnituru oprawców].
W latach 1944 -47 wzmaga się działalność edytorska autora. W tym czasie jego staraniem i pod jego redakcją ukazują się: "Pieśni oddziałów partyzanckich Zamojszczyzny" oraz czterotomowy zbiór przekazanych przez różne osoby wspomnień z niedawnego okresu okupacji. Tytuły poszczególnych tomów to:

1) "Terror niemiecki w Zamojszczyźnie 1939 - 1944" Zamość 1945.

2) "Zamojszczyzna w walce z Niemcami 1939 - 1944" Zamość 1946.

3) "Niemcy i Zamojszczyzna 1939 - 1944" Zamość 1946.

4) "Dywersja w Zamojszczyźnie 1939 - 1944" Zamość 1947.

Dopiero na rok przed śmiercią zdecydował się Klukowski na opublikowanie dzieła swego życia, jakim niewątpliwie jest liczący niespełna pięćset stron "Dziennik z lat okupacji Zamojszczyzny (1939 - 1944)". Blisko czternaście lat przeleżał maszynopis w oczekiwaniu na bardziej sprzyjające okoliczności, a w szczególności chodziło Klukowskiemu o to, by nie narażać osób wymienianych w książce na represje ze strony aparatu terroru.
Wydana w Stanach Zjednoczonych tłumaczona na język angielski "Red Shadow" obejmuje okres powojenny zdominowany przez formację określaną mianem stalinizmu. Książka sprawia wrażenie, iż oparta została na trzech różnych dokumentach 1) maszynopisie [lub rękopisie] doprowadzonym do momentu wyjazdu na proces w Norymberdze dziennika, 2) artykułu umieszczonego w Kamenie (nr 11 1956 r.) 3) ręcznie pisanych wspomnień z pobytu w więzieniach w Lublinie, na warszawskim Mokotowie i we Wronkach.
Łącznie bieżące zapiski obejmują okres dwudziestu dziewięciu miesięcy - wraz z listopadem 1946 roku, taki, bowiem był rzeczywisty termin pobytu autora w Norymberdze.
Kolejne zapiski dotyczące pobytu w peerelowskich więzieniach odnoszą się do lat 1950 - 51 oraz 1952 - 54. Brak, więc notatek za następujące lata: 1947, 1948, 1949, od maja 1951 - do czerwca 1952 i za cały okres po zwolnieniu z Wronek, aż do śmierci w 1959 roku.
Faktem dosyć powszechnie znanym jest nawyk Zygmunta Klukowskiego do wypoczywania i relaksowania się w toku czytania lub pisania i z tego powodu zdumiewa zupełny brak jakichkolwiek notatek szczególnie z lat 1947 - 1950.
W 1946 roku zmuszonoKlukowskiego do przejścia na emeryturę, pozostawiając jednak możliwość korzystania ze znajdującego się na piętrze szpitalnego budynku części mieszkania.
Mieszkanie to stykało się z wyższymi partiami kościoła i miało przejście na jego strych stanowiący doskonałą skrytkę, która została spenetrowana przez funkcjonariuszy UB - w związku ze sprawą Tadeusza dopiero w roku 1952. Co wówczas po za "stenem" na owym strychu znaleziono nie wiadomo? Nie od rzeczy będzie, gdy wspomnę, iż po aresztowaniu i oskarżeniu w roku 1950 Zygmunta Klukowskiego jego żonie i Tadeuszowi polecono natychmiastowe opuszczenie służbowego mieszkania w budynku szpitalnym i tym samym uniemożliwiono dostęp do owej skrytki nie tylko wyżej wymienionym, ale i po powrocie Doktorowi. Jest wielce prawdopodobne, iż osoba przechowująca materiały zawarte w amerykańskim wydaniu diariuszy i notatek Klukowskiego nie była jedyną, której Klukowski powierzał na przechowanie, co cenniejsze materiały. Niekoniecznie też musiały to być rękopisy. Mogły to również być maszynopisy robione w kilku kopiach na papierze przebitkowym z nadzieją, że któraś z nich się przechowa. Jednak po upływie lat niemal sześćdziesięciu szansa na rewelacje w tej materii są nikłe. Namawiałbym jednak usilnie zainteresowanych twórczością szczebrzeszyńskiego kronikarza, by osobiście lub upoważniając kogoś o dużym profesjonalizmie, doprowadzili do zbadanie zawartości teczki o sygnaturze IPN BU 00 2085/234.
Niełatwo jest pisać o okrucieństwie, głupocie, zbrodniczej agresji i wszelkich wynaturzeniach Ten cały ponury czas o wiele przystępniej przybliżyłaby współczesnym lektura "Dzienników.." Niestety w polskiej wersji językowej "Dziennik z lat okupacji" ukazał się przed prawie pół wiekiem zaś "Czerwony Cień" w języku, w którym został napisany nigdy nie został wydany.
Dziś, nie jest najważniejszą sprawą warstwa faktograficzno, czy personalna lub regionalizm pamiętników, gdyż te się szybko dewaluują. Transcendentnym pozostaje pytanie o ludzką psychikę, o ludzką postawę tak w sytuacjach umownie nazywanych normalnymi, jak i w okolicznościach ekstremalnych. Być może to w nas samych wmontowane zostały atawistyczne mechanizmy egoizmu i okrucieństwa i dają o sobie znać przy każdej nadarzającej się ku temu okazji. Patologia i okrucieństwo mogą dominować i w krajach "miłujących pokój" czego najlepszym przykładem są dzieje ostatnich piętnastu lat życia autora. Również dzisiejsza rzeczywistość w tym kraju u większości ludzi nie budzi zachwytu ni optymizmu, ale to już zupełnie innego rodzaju dywagacje.
Istnieją przesłanki przemawiające za podjęciem starań o ponowienie wydania "Dziennika z lat okupacji" wraz z nieznanymi tekstami zawartymi w "Red Shadow".

Celem najistotniejszym jest przybliżenie przynajmniej części dzisiejszego pokolenia autentycznych, bo pisanych na bieżąco treści "Dzienników" współczesna, bowiem wiedza o tym, co działo się w Polsce tak w okresie okupacji jak i w różnych fazach "realnego socjalizmu" jest często wręcz żenująca. Dodatkowym motywem powinien być fakt zbliżającego się pięćdziesięciolecia śmierci autora i nieco wcześniejszego ukazania się książki.




Strona Główna    Wspomnienia